
Imię: Sherany (czyt. Szerani ) Ale nienawidzę tego durnego imienia więc wolę jak się mówi Sher albo Chochlik. Dla wtajemniczonych, Erany. Pełnego imienia używają tylko mendy albo ktosie, którym życie nie miłe
Płeć: wadera
Wiek: 2 lata
Partner: Pfffffffffffffffffffffftttttt, jassssssssssne... Mogę mieć przyjaciela i kropka. Na co mi facet jak i tak wszyscy się mnie boją? Moja jedyna miłość to wodospady, ogień i sarkazm.
Rodzina: A bo ja wiem? Chyba gdzieś są.
Stanowisko: Dowódca Magów
Wykształcenie: Brak jako takiego, ale uczyłam się sama i przeciętnych umiejętności to ja nie mam. Tak, wiem. Skromna jestem...
Charakter:Hm, Sher jest zdecydowanie chłopczycą. Biega po nienormalnych miejscach ( nawet ja na taką jak ona ), jest dość chamska, no i w dodatku śmieje się tak głośno, że ściany drżą. Jest twardo stąpającą po ziemi waderą, ale nie jest ponurakiem. O nie! Uwielbia się śmiać i przeważnie większość rzeczy zmienia w sarkastyczne uwagi. Kocha sarkazm. Na ogół nie "zarzuca" biodrami przed nosem basiorów. Nie boi się burzy, ciemności, ani ciężkiej pracy. Woli przeżywać przygody niż siedzieć nad wodą i oglądać swoje odbicie. Lubi żartować, dobrze się bawić, ale wie kiedy przestać. Ma szacunek do innych...No, jeśli oczywiście na niego zasłużą. Jest tolerancyjna. Nie zawsze mówi prawdę i jest świetną aktorką, ale stara się tego nie robić. Tylko jeśli musi. Nie lubi romantyzmu, "słodziaśnych" rzeczy itp. Lubi siedzieć i patrzeć w księżyc o zmroku, tajemnice, przygody. Ma swoje własne zdanie na niektóre sprawy, odmienne od wszystkich. Może się przyjaźnić z basiorami, ale nie licz na więcej. Jest czasem uważana za wariatkę lub złośnicę. Kocha wolność, otwartą przestrzeń. Nie lubi zamkniętych pomieszczeń i dzikich tłumów ale nie gardzi towarzystwem.
Historia: O to powiem wam, że dosyć dziwna historia, jak na mój gust. Ale sami to oceńcie.
W nie tak bardzo odległej krainie zwanej Nessie żyła sobie Wataha Równowagi Żywiołów. Wilki były w porządku, nie prowadziły wojen i ogólnie sielanka. Jak się urodził szczeniak to po pół roku robili mu taki test żeby ocenić jaki ma żywioł i jakie są jego umiejętności. Potem przydzielali odpowiednie stanowisko i dobierali do partnera żeby ich żywioły się nie kłóciły. Bywały wyjątki ale nie chce mi się o tym gadać, bo to długa i nudna historia.
Tak więc w tej watasze był też przytułek. Jak ktoś nie miał rodziny, bo na przykład nie chciał jej zakładać albo urodził się szczeniak, którego rodzice nie mogli wychować to mieszkał tu, w przytułku. Ale te szczeniaki zawsze wiedziały kim są ich rodzice i spędzały z nimi tyle czasu ile chciały.
Ze mną było inaczej. Wiem tylko tyle, że moi rodzice byli zdrajcami. Mieszkali tu ale tak na prawdę, należeli do jakiejś tam innej watahy, która chciała zagarnąć te tereny a oni byli ich szpiegami. Wyszło jak wyszło, i urodziłam się ja. Byłam szczeniakiem z przypadku, co tu ukrywać. Kiedy ich podstęp wyszedł na jaw, miałam dwa dni. Konflikt na szczęście szybko się załagodził i było cacy, bo Alfy zaręczyły swojego syna z córką tamtych Alf. Rodzice zwiali a mnie podrzucili Alfom. Jednak ci nie chcieli szczeniaka zdrajców i zanieśli mnie do przytułku. Tam się wychowałam i codziennie pytałam jakiegoś wilka czy jest moim rodzicem, a jeśli nie, to czy ich zna. Naturalnie, wtedy jeszcze nie wiedziałam tego co wiem teraz.
Przyszedł czas na mój test. Wszyscy się obawiali tego, co ze mną będzie. Jednak przeszłam test w miarę ok i okazało się, że mam ogień. Ja sama byłam w niebo wzięta. I tak spędziłam tam jeszcze rok. Ale jaki rok! Los chciał żebym została chłopczycą co kłóciło się z tradycjami w tamtej watasze. Szybko zrozumiałam, że tu nie pasuję. Poszłam do Alf i powiedziałam im, że chcę odejść. Kiedy zapytali o powód, odpowiedziałam im to co wam. Oni spojrzeli na siebie i opowiedzieli mi to co już wiecie. Zbytnio mnie to nie zdziwiło ale byłam przekonana, że teraz już muszę odejść. Tak więc zrobiłam.
Kiedy wędrowałam przez różne tereny, byłam sama... No prawie sama. W mojej głowie, 2 miesiące po odejściu z WRŻ pojawił się głos wadery. Był wkurzający ale też dosyć przydatny. Szybko i rzeczowo dowiedziałam się, że ogień to mój główny żywioł ale jest jeszcze jeden, ukryty. Zgadnijcie jaki. Śmierć... Zarąbiście, nie? I tak oto, z mieszanki ognia i śmierci powstała moja broń ale i w pewnym sensie klątwa - promieniuję ogniem i nie można mnie dotknąć w żaden sposób. Nikt nie może tego zrobić, bo inaczej zginie. Mam jeszcze dwie moce bardziej związane ze śmiercią ale o tym w innym punkcie.
A wracając do historii... No cóż, głos jest ze mną do tej pory i to właśnie on sprowadził mnie do WSW.
Żywioł: Ogień, Śmierć
Moce:
1) Promieniuję ogniem i nie można mnie dotknąć w żaden sposób. Nikt nie może tego zrobić, bo inaczej zginie.
2) Wytwarzam opary, które pozbawiają wzroku, słuchu i czucia, dopóki ich nie zabiorę.
3) Paraliżuję wzrokiem. Jak będę chciała, to spojrzę na cienie i znieruchomiejesz.
Głos: Cher Lloyd - Sirens
Właściciel: keiraKD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz