niedziela, 8 marca 2015

Nowa wadera - Sydney



 Imię: Sydney w skrócie Sin
Płeć:wadera
Wiek: 3
Partner:
Rodzina : nie wie co sie z nimi stało
Stanowisko: łowca
Wykształcenie:myśliwskie, magiczne (w zakresie panowania nad żywiołem)
Charakter: Sydney nie wie co to strach, nie boi się niczego i nikogo.Zachowuje się jak basior i tak właśnie lubi być traktowana ,żadnego pocieszania ,,świetnie ci idzie'' czy ,,oby tak dalej'' tylko dlatego ,że jest waderą.Przyjmuje każde wyzwanie ,cokolwiek robi daje z siebie 110 procent i więcej jest chorobliwie ambitna wprost nienawidzi przegrywać.Bywa bezczelna ,arogancka mściwa lubi się pakować w kłopoty.Radzi sobie w każdej sytuacji jest bardzo samodzielna i zaradna.Każdego potrafi rozśmieszyć jest zabawna towarzyska i nawet całkiem sympatyczna.
Tu wynika pewna dziwna sprawa większość życia spędziła towarzystwie matki przez to (bo raczej nie dzięki temu) jest inteligentna sprytna i przebiegła świetnie kłamie ,potrafi się zalotnie uśmiechać, grać na uczuciach innych wilków wzbudzać ich  zazdrość czy rozkochać je w sobie.Doskonale wykorzystuje swoje zdolności aktorskie by wcielić się w rolę porcelanowej figurki nieporadnej i drobnej wilczycy którą ktoś musi się zaopiekować potrafi nawet rozpłakać się na zawołanie.
Pomimo tego zmiękczania za lat młodzieńczych Sin to naprawdę twardy zawodnik warto mieć w niej przyjaciela a jeśli jest twoim wrogiem to cóż...marny twój los.
Historia: Urodziłam się na terenie watahy której członkowie (przynajmniej ci wolni) mówili o sobie dzieci morza sama wataha nosiła jeszcze dłuższą nazwę a brzmiała ona ,,Wataha zachodniego imperium'' .Większość wilków na tych terenach władała żywiołem wody (a reszta  im służyła) podobno pierwszy alfa tej watahy po prostu wynurzył się z wody na wielkim morskim smoku a miejscowi automatycznie uznali go za bóstwo (Tak wiem, mnie też zawsze wydawało się to dziwne) moim zdaniem ta cała bajka o wilku ujeżdżającym morskiego smoka to jakaś bzdura założę się ,że ktoś wymyślił ją by dodać sobie prestiżu.Nazwa watahy pochodziła od tego ,że granicami sięgała położonego na zachodzie morza no i oczywiście była prawdziwym imperium.Zastanawiacie się pewnie czemu w watasze nie było wilków z żywiołami innymi niż woda ,otóż wiele lat przed tym jak się urodziłam prawie wszystkie (kto by się spodziewał) zostały wymordowane przez panującego wtedy alfe ,nieliczni schronili się poza granicami zachodniego imperium i założyli własną watahę z którą imperium nieustanie walczyło.Po co o tym mówię?Zaraz się dowiecie przygotujcie popcorn mięso i co tam jeszcze to będzie długa opowieść...
Od kiedy pamiętam wychowywała mnie matka ciągle słyszałam tylko ,,damie nie przystoi się ślinić na widok jedzenia'' ,,nie warcz'' ,,wyglądaj ładnie'' ,,uśmiechaj się ,śmiej ale nie rechocz'' przez długi (przynajmniej dla mnie) czas słuchałam się jej i mojego ,,tatusia''. Od rana do  południa robiłam to co powinna robić kandydatka na partnerkę alfy a wieczorem...Wieczorem wymykałam się do lasu ,dużo biegałam,pływałam,tłukłam się z innymi dzieciakami które zapuściły się na mój teren czasami coś upolowałam i jadłam to tak mało elegancko jak się tylko dało :połykając wielkie kawały mlaskając i bryzgając krwią ze zwierzyny na wszystkie strony ,słowem robiłam wszystko to czego nie było mi wolno byłam wtedy szczęśliwa.Oczywiście wszystko co dobre musi się skończyć kiedy miałam półtora roku matka zauważyła ,że wymykam się z jaskini oczywiście wysłała za mną  ,,ojczulka'' szybko zorientowałam się ,że mnie śledzi i za każdym razem zręcznie wyprowadzałam go w las tak ,że biedaczek ledwo wiedział jak wrócić do domu.Ośmielona tym sukcesem wymykałam się coraz częściej i na dłużej czasami znikałam też w ciągu dnia.Mniej więcej w tym samym czasie poznałam młodego basiora Vorela.
 Oczywiście nasze pierwsze spotkanie zakończyło się walką której żadne z nas nie wygrało za to każde wyszło z niej i wieloma siniakami.Kiedy przychodziłam na moją polane Vorel już tam był czekał,uśmiechał się złośliwie i mówił coś w stylu ,,to co bijesz się?'' traktowałam to jak wyzwanie i za każdym razem się z nim tłukłam.Któregoś dnia zamiast walczyć ścigaliśmy się Vorel był tak szybki jak ja ale i tak bym wygrała.Niestety tuż przed metom czekał mój ,,tata'' nie pozwolił mi dokończyć wyścigu (jakie to typowe) zawlókł mnie do domu gdzie czekała już matka wściekła jak nigdy.
 Następne dwa miesiące były dla mnie koszmarem.O ile wcześniej matka tylko mnie wychowywała teraz po prostu się nade mną znęcała a ja nic nie mogłam z tym zrobić.Nie mogłam uciec ,cały czas ktoś mnie pilnował zastanawiałam się czy Vorel wciąż przychodzi na tamtą polane i czeka.Parę dni po moich drugich urodzinach  pojawiły się moje żywioły ,tak dokładnie ,pojawiły nie jeden po drugim jak to zwykle się dzieje tylko oba na raz.Najpierw poczułam się trochę dziwnie a potem KA BUM! wybuch wstrząsnął całą górą jaskinia zawaliła mi sie na łep.Mój nie-do-końca tata mnie stamtąd wyciągnął, jak by nie patrzeć uratował mi życie ale nie byłam mu jakoś bardzo wdzięczna.Kilka dni później potwierdziły się moje przypuszczenia kiedy, naprawdę mocno się skoncentrowałam udało mi się wzniecić ognisko.Pamiętam jak się ucieszyłam odkrywając ,że jestem wyjątkowa ,inna  i jak bardzo byłam wściekła kiedy matka rozkazała mi ten dar ukrywać. Któregoś dnia nie wytrzymałam na oczach alfy i całej śmietanki towarzyskiej zachodniego imperium podpaliłam mojej matce ogon a potem (no bo jakże by inaczej) wszystko dookoła wybuchło.
 Pozbierałam się szybciej niż inni i (bardzo bohatersko) zwiałam z podwiniętym ogonem.
Szybko jednak uświadomiłam sobie ,że nie mam dokąd uciekać cały świat jaki znałam ograniczał się do tego niewielkiego kawałka terenu który nazywałam domem.Zrezygnowana udałam się na polane na której spodziewałam się zobaczyć Vorela który w tej chwili wydawał mi się jedyną odpowiednią osobą.To co sie stało potem wydawało się być albo snem albo halucynacją na polanie zastałam Vorela i jeszcze kogoś.Towarzyszący młodemu wilkowi basior oświadczył ,ze jest moim ojcem a Vorel jest jego synem (czyli moim bratem) i zabrał mnie do swojej watahy.
 Dopiero tam uświadomiłam sobie jak mało a jednocześnie jak wiele znaczę.W ciągu paru dni pozbyłam nawyków pracowicie wpajanych mi przez matkę nauczyłam się jak walczyć i przetrwać.W pare miesięcy stałam się równie szybka silna i sprawna jak moi rówieśnicy w nowej watasze.Zdobyłam nawet paru przyjaciół.Byłam szczęśliwa tak bardzo jak nigdy Markus był dobrym ojcem a Vorel wspaniałym (choć bardzo irytującym) bratem i towarzyszem.
 Sielanka pewnie trwała by dalej gdyby nie to ,że Wataha zachodniego imperium postanowiła swoich wrogów raz na zawszę wykończyć.
 Ja Vorel i inne młode wilki uciekliśmy w góry jednak po paru dniach pogubiliśmy się w śnieżnej zamieci.Kiedy śnierzyca ustała odkryłam ,że znów jestem całkiem sama.
Nie wiem co się stało z innymi i może już nigdy się nie dowiem.
Żywioł:ogień ,woda
Moce:Panuje nad ogniem
ma władze nad wodą i innymi płynami
potrafi łączyć oba żywioły tworząc mgłe
Głos: Lana Del Rey -Blue Velvet
Właściciel:agora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz