-… Poza tym myślę, że moglibyśmy zostać tutaj na jakiś czas, zanim znów rozpoczniemy wędrówkę. Co o tym myślisz?- spytał się mnie Ren. A ja znowu westchnęłam. Nie miałam ochoty na rozmowę. Wiem, że nie jestem z natury gadatliwa, więc to zawsze aktualne, ale dzisiaj szczególnie. Zerknęłam jednak na wodospad. Był piękny.
Pierwszy raz w życie widziałam coś tak wspaniałego z bliska. Tak, miałam ochotę tutaj zostać. Tego jestem pewna.
-Myślę, że to dobry pomysł.- odparłam, nie zerkając na brata. Kiedy patrzyłam na spadającą wodę, poczułam w sobie jakąś dziwną energię. Byłam szczęśliwa.- Jak na Ciebie.- rzuciłam kąśliwie, patrząc przelotnie na Ren’ a. Wilk zaczął się śmiać, a później szturchnął mnie w ramię, odsłaniając kły. Udawał poruszonego moją uwagą. Wiedziałam jednak, że w głębi duszy się cieszył. Ja też byłam szczęśliwa. Nie tylko dzięki wodospadowi, choć zapewne „dodał” mi on energii.
Również chciałam ukazać kły, w geście obronnym. Jednak coś przykuło moją uwagę.
Nagle usłyszałam szelest. Jakby ktoś nadepnął na suchy liść. Zastrzygłam uchem i odwróciłam się w stronę, skąd dobiegał dźwięk. Nikogo nie wiedziałam. A zarośla, które miałam przed sobą, nie wyglądały podejrzanie. Raczej nikogo tam nie było. Tak myślę.
-Co się stało?- usłyszałam pytanie Ren’ a. Nie odpowiedziałam od razu. Nie lubię martwić go niepotrzebnie, więc wolałam najpierw przyjrzeć się naszemu otoczeniu.
-Coś mi tu nie gra.- odparłam w końcu.
-Daj spokój. Niby co?- mimo tej uwagi, Ren również zaczął się rozglądać. On też musiał coś czuć. Nie było to żadne złudzenie, ani nic z tych rzeczy. Aż tak bardzo nie zdziczaliśmy.
Poczułam chłodny wiatr na twarzy. Odgarnął mi włosy z czoła, jednak zaraz znów je poczochrał. Ten powiew… czułam zapach innych wilków. Z początku nie byłam tego pewna, ale teraz nie ma żadnych wątpliwości. Dałam znak bratu, i oboje ruszyliśmy w stronę zarośli.
Zerknęłam szybko na brata.
Nie podobało mu się to, że znów musi się mieć na baczności. To było oczywiste. Zaobserwowałam to u niego już jakiś czas temu. Nie podobały mu się te wszystkie ucieczki, przemieszczanie się, walki z innymi, często większymi drapieżnikami. Miał dość takiego życia, spędzonego tylko i wyłącznie w towarzystwie siostry. Wiem, że Ren chce żyć w watasze i raz na zawsze skończyć tę gonitwę. Naprawę chciałabym aby jego marzenie się spełniło.
Tylko, że nikt nas nie przyjmie. A przynajmniej mnie. Takie, w każdym bądź razie odnoszę wrażenie. Ale jeśli taka okazja by się zdarzyła, to mogłabym się nawet skusić. Nie dla samej siebie. Zrobiłabym to dla Ren’ a.
3… 2… 1… skoczyłam. Nie miałam na celu nikogo zabijać. Chciałam jedynie zobaczyć, czy coś nam grozi. Niestety nie wiem, w jaki inny sposób, można się tego dowiedzieć. Dlatego każdy bierze mnie za agresywną.
Wpadłam na jakiegoś wilka. Właściwie to były dwa wilki, tylko samica, którą miał zaatakować Ren, zdążyła uniknąć takiego losu, jaki spotkał jej kompana. Przygniotłam do ziemi czarno-czerwonego basiora. Nie trwało to długo. Samiec był silny, więc chwilę później, to ja byłam na przegranej pozycji. Nie miałam pojęcia co robi Ren, ale miałam teraz własne problemy. Byłam przygotowana na walkę, jednak ku mojemu zdziwieniu, wilk odpuścił i zostawił mnie w spokoju.
-Kim jesteście?- usłyszałam jego głos. Był ostry, ale nie na tyle aby można się go przestraszyć.
-To ja powinnam o to zapytać.- warknęłam. Ciemny wilk zaczął się śmiać. Jednak nie było w tym ani trochę sympatii. Raczej pogarda. Jednak nie odpowiedział na moje pytanie.
Zamiast niego, zrobiła to tamta wadera, której Ren nie zaatakował (czyli przywitał się trochę milej niż ja).
-Jestem Katniss, a to jest Azazel.- skinęła głową w kierunku towarzysza.
-Ja jestem Ren.- odezwał się mój brat.- A to jest moja siostra, Daera.- przedstawił mnie w moim imieniu. Może to nawet dobrze. Nie miałam ochoty na zabawę w „poznajemy siebie nawzajem”. Ognisty wilk chyba też nie, bo również pozwolił aby Katniss mówiła z jego imieniu.
Przez ten czas dowiedziałam się, że oba wilki należą do Watahy Szafirowego Wodospadu. Nie ma tam wielu wilków, ale wszyscy dają radę jakoś przeżyć. Okazało się też, że wodospad, który tak bardzo mi się podoba, należy do terenów ich watahy. A to znaczy, że należy do tamtych wilków. To znaczy, że jest również własnością tego ognistego, o pogardliwym spojrzeniu. A to z kolei oznacza, że nie możemy tutaj zostać. Chyba, że… Ren będzie nalegać. Ale ja nie zamierzam. Nie będę się błaźnić.W jednej chwili przedstawianie się, zmieniło się w rozmowę dwóch wilków- Katniss i Ren’ a. Ja nie odezwałam się ani słowem, chociaż miałam ku temu wiele okazji. Az co jakiś czas dorzucał dwa zdania, ale widać było, że opisywanie własnej watahy innemu wilkowi, nie przypadło mu do gustu.
Jeśli mam być szczera, to oczywiście nie miałam nic przeciwko temu, że mój brat wdał się w pogawędkę z tamtą waderą. Z resztą, to nawet miłe z jej strony, że tak po prostu wybaczyła nam to, że ich zaatakowaliśmy (a właściwie to Ren przepraszał słowami: „Wybacz za maniery mojej siostry”, ale nie zwróciłam na to specjalnej uwagi). Cieszyłam się, że brat miał z kim rozmawiać. Dobrze, bo teraz nie będzie mnie do tego zmuszać.
Czyli, jak już wspomniałam, nie miałam nic przeciwko temu. Oczywiście do póki mój brat nie odszedł gdzieś z Katniss, którą bez przerwy wypytywał o szczegóły życia w watasze. Oczywiście nie miałam nic przeciwko temu, aby wilk sobie pospacerował wzdłuż wody. Problem jednak był w tym, że zostałam sama z tym gburem. Zerknęłam na siedzącego obok basiora. On też nie miał ochoty na spędzanie czasu w moim towarzystwie. Z resztą, nie ma co się dziwić. Zaledwie kilka minut temu, wbiłam pazury w jego skórę.
-Ten tutaj… to twój brat?- spytał się w końcu Az, nie podnosząc wzroku. Teraz już wiem, dlaczego mi się nie podobał. Po prostu, kiedy się odzywał, to tak jakbym widziała siebie rozmawiającą z Ren’ em. A to z kolei oznacza, że może dojść do starcia charakterów.
-Ten kretyn? A skądże! Nie widzisz? To zwykły jeleń, w skórze wilka. Pod kostiumem chowa poroże.-skomentowałam. Zaraz jednak dodałam:- Tak to mój brat. Przecież mówił, że jesteśmy rodzeństwem.- Położyłam się na ziemi i zaczęłam skubać trawę pazurami. Było to zdecydowanie bardziej zajmujące, niż rozmowa z Azazel’ em.
-Nie słuchałem. A ty jesteś…?- spytał zerkając w moją stronę. Spiorunowałam go lodowatym spojrzeniem. Oczywiście, że słuchał. Wie jak mam na imię, kim jestem. Ale chyba zdaje sobie sprawę z tego, co myślę o jego towarzystwie i tej rozmowie. Dlatego zadaje te durne pytania.
-De.ra.- wycedziłam, patrząc na niego w taki sposób, aby zdał sobie sprawę, że wyczułam jego podstęp.
-Naprawdę?- zrobił sztuczne „wielkie oczy”, po czym dodał:- Twój brat przedstawiał Cię jako „Daera”. Hm… czy fakt, że przedstawiłaś się zdrobnieniem, oznacza, że chcesz abyśmy byli przyjaciółmi?- rzucił mi przy tym takie spojrzenie, że miałam ochotę palnąć go w pysk. Teraz żałuję, że nie zrobiłam tego kiedy miałam okazję.
-Chrzań się.- warknęłam. Ale Az znów tylko się zaśmiał.
-Wiesz, coraz bardziej odnoszę wrażenie, że mocna to ty jesteś tylko w gębie. Gdybyśmy wtedy walczyli naprawdę już być nie żyła.
-Oh, naprawdę?- spojrzałam na niego, udając poruszenie. Az jednak nie dał się nabrać. W końcu graliśmy w tę samą grę.- Może się przekonamy, co?- rzuciłam wyzywająco. Azazel wstał i podszedł bliżej.
-Brzmi nie najgorzej. Jednak będę dla Ciebie wyjątkowo łaskawy i udam, że tego nie słyszałem. Mogłoby się to dla Ciebie źle skończyć.
-Dla mnie?!- Wstałam i spojrzałam basiorowi w oczy.- To ty się wycofujesz. Jednak powinnam się była tego domyśleć. Czego innego można spodziewać się po takim „Narcyzie” jak ty.- wiedziałam, że to określenie było trafne. Azazel spiorunował mnie wzrokiem. Jego oczy zdawały się płonąć żywym ogniem. On sam wyglądał jakby powstał z wrzącej lawy.
-Grasz w niebezpieczną grę.- warknął ostro basior.
-Fakt, że ty ją zacząłeś, nie sprawi, że podkulę ogon.- odparłam i ruszyłam w stronę wody.
-Mówisz tak, chociaż się wycofujesz.- zauważył Azazel. Ta uwaga nie przeszkadzałaby mi tak bardzo, gdyby nie fakt, że basior szedł za mną.
-Że niby ja?- parsknęłam z pogardą.- W cale się nie wycofuję. Zamierzam tylko skończyć tę głupią dyskusję, ze względu na mojego brata. Nic więcej.
-Ja to widzę inaczej. Uciekasz z podkulonym ogonem.
-To ty pierwszy powiedziałeś, że nie chcesz bójki. A teraz twierdzisz, że to ja się poddaję! Tak naprawdę, to przez cały czas ratujesz swój tyłek, bo wiesz, że nie masz szans.- rzuciłam złośliwie. Byłam ciekawa co teraz powie Aza. Ciemny wilk warknął, odsłaniając przy tym białe kły. Zrobiłam dokładnie to samo. Przez chwilę zastanawiałam się, czy on tylko próbuje mnie wystraszyć, czy faktycznie może zaatakować.
-Powinnaś wiedzieć, że moim żywiołem jest ogień, Dera.- powiedział przez zaciśnięte zęby.- Uważaj aby się nie oparzyć.
-Nie ma problemu.- rzuciłam ostro.- Codziennie igram z ogniem. Do tej pory zawsze go pokonywałam. Taki płomyczek jak ty, nie jest dla mnie żadną przeszkodą.
-Ostrzegam Cię ostatni raz. Jestem ogniem, z którym nie wartko igrać.
-Tak? Ja jednak zaryzykuję.
Właśnie w tym momencie, grzbiet basiora pokrył się płomieniami. Teraz byłam już pewna, że on JEST w stanie ZAATAKOWAĆ. Ja jednak nie mogłam się bić. Nie przy Renie.
-Ostrzegałem, Dera. Nie powinnaś ze mną igrać.
-Doprawdy?- parsknęłam nie dowierzając.- Obawiam się, że ogień nic nie da, jeśli trochę się go ostudzi.- Z tymi słowami, wepchnęłam Azazel’ a do wody. Wilk, nie zdążył w porę zareagować, i wpadł do jeziora z wilkiem pluskiem. Woda zmoczyła mi sierść, ale nie byłam aż tak mokra jak Az.
Kiedy basior wynurzył głowę, z jego sierści zniknął płomień. On był zupełnie jak ogień. Jak dziki i niebezpieczny żar. Azazel był uosobieniem ognia.
Może właśnie dlatego, widok tego wilka w wodzie, był taki zabawny.
-Żaden z ciebie straszny ogień. Wyglądasz jak zmokła kura.- parsknęłam śmiechem. Poczułam jak ktoś wciąga mnie do wody. Nie opierałam się i wpadłam do jeziora. Kiedy znów spojrzałam na Az’ a, ochlapałam go wodą i zaczęłam się śmiać. Był to mój pierwszy, szczery śmiech, od bardzo dawna. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak rozbawiona.
-Mały płomyczek, chyba został właśnie zgaszony, co?- odparłam, patrząc na basiora tryumfalnie.
Azazel? Co powiesz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz