Oboje już jesteśmy dziwni.
Ja i Dera żyliśmy tak długi czas sami, odcięci od innych wilków, że zapomnieliśmy jak żyje się w społeczeństwie przekraczającym liczbę dwóch wilków. A ponieważ moja siostra nigdy nie była rozmowną wilczycą (w gorsze dni częściej warczy) to nie mam żadnego kompana z którym mógłbym porozmawiać. O czymkolwiek. Byleby choć na chwilę było głośno.
To przez tę ciszę, jedynym towarzyszem rozmów stal się mój własny umysł. Jednak przez rozmowy z samym sobą i popadanie w zadumę, często tracę kontakt z rzeczywistością. Daera nie pochwala takiego zachowania. Jest na mnie zła. Mówi, że jeśli nie będę śledził tego, co dzieje się dookoła, to w końcu coś wykorzysta moją nieuwagę. I zaatakuje.
Moim zdaniem trochę przesadza. Oczywiście, przez ponad rok musieliśmy radzić sobie sami. Byliśmy zdani na łaskę i niełaskę losu. Ale od tygodnia nic nam się nie stało. Nie zaatakował nas żaden większy drapieżnik, a większość polowań wychodziła nam bez przeszkód.
Coś jednak gnębiło Daerą. Widać to było po jej twarzy, spojrzeniu, mniej pewnych siebie ruchach. Od zawsze była trochę nieufna, ale nigdy nie była niepewna samej siebie. Ciągle powtarza: „Jedyną osobą na której możesz polegać, jesteś ty sam”. A teraz coś się zmieniło…
Może to dlatego, że trafiliśmy na nieznane nam tereny? Co jakiś czas przeprowadzamy się i wędrujemy po świecie. Ale nigdy nie widzieliśmy podobnych krajobrazów. Niektóre miejsca są… cóż… trochę dziwne, a nawet niepokojące. Głównie po zmroku.
-REN!- krzyknęła Dera, która wbiegła prosto na mnie. Popchnęła mnie i oboje przetoczyliśmy się po trawie.
-Co się stało!- krzyknąłem lekko wstrząśnięty. Nie miałem pojęcia o co jej chodziło. Przecież ciągle biegłem za tą sarną…
-Jak to „co się stało”?! O mało nie spadłeś z urwiska! A ty jeszcze pytasz, co się stało! Gdyby nie ja, poleciałbyś z tą wodą na sam dół!
-Woda! Czyli jest tutaj wodospad!
-Nie. Tęczowe jeziorko i różowe kucyki. Oczywiście, że jest tu wodospad! Mówiłam Ci to na samym POCZĄTKU! Ale ty jak zwykle mnie nie słuchasz…- burknęła i ruszyła powolnym krokiem przed siebie.
-Naprawdę?- podbiegłem i zrównałem chód z siostrą.- Wydawało mi się, że to TY nigdy nie słuchasz MNIE. A nie na odwrót, co?- rzuciłem kąśliwą uwagę. Kiedyś Dera zaczęłaby się śmiać. Ale teraz nawet się do mnie nie uśmiechnie. Westchnęła jedynie, zamykając oczy. Od jakiegoś czasu był to „najmniej agresywny” gest na jaki było ją stać. Z biegiem czasu zrozumiałem, że na jej uśmiech będę musiał jeszcze długo zaczekać. Ale myślę, że warto. Muszę tylko być cierpliwy i za bardzo nie naciskać. Ponoć im dłużej czekamy na jakąś rzecz, tym większą radość przynosi jej nadejście. Ja w to wierzę. Tak jak w powrót tej „dawnej Dery” .
-Choć siostra.- zwróciłem się do wader.- Idziemy obejrzeć go z bliska.
-Ty idź.- rzuciła chłodno.- Ja tam nie schodzę. Będę na ciebie czekać na górze.
-Nie ma takiej opcji!- odparłem. Złapałem ostrożnie Derę za ucho, uważając na jej kolczyki (miała ich pełno) i zacząłem schodzić z nią na dół. W połowie drogi, kiedy zaczęło robić się stromo, puściłem ją wolno.
-Teraz już możesz zejść. Nie ma sensu wchodzić znów na górę.- zauważyłem zadowolony. Miałem nadzieję, że Dera zaraz rzuci jakąś ciętą, kąśliwą uwagę lub się uśmiechnie, ale nic z tego. Ona znów westchnęła. Ale tym razem dłużej.
-No to chodźmy na dół.- odparła spokojnie i zaczęliśmy schodzić po zboczu. Zerkałem na waderę co jakiś czas, kiedy szliśmy w stronę wodospadu. Ale ona znów obrzucała wszystko tym samym, chłodnym, wręcz wyzywającym spojrzeniem.
Jakby była żołnierzem, biorącym udział w wielkiej bitwie. W której wrogiem jest cały świat.
Szkoda mi jej, naprawdę. Na razie nie powiem jej tego wprost, ale chciałbym aby Dera poznała chociaż jednego wilka, którym nie będę ja. Nie ważne kto to będzie. Może skoro ja nie potrafię przywrócić jej uśmiechu, to jemu, lub jej się to uda.
W końcu zeszliśmy na sam dół. Stanęliśmy oboje, tuż przy błękitnej wodzie. Wokół nas rosły pojedyncze drzewa. I chociaż ziemia miała pomarańczowy kolor (nie lubię go) piasku to osobiście uważam, że miejsce było przepiękne. Może nawet zatrzymamy się tutaj na kilka dni?
Zerknąłem na siostrę. Wpatrywała się w wodospad. Miała przy tym taką niewinną minę, że zachciało mi się płakać (w przenośni, oczywiście). Jednak jej słowa, sprawiły, że ten czar prysł:
-Jednak mogłam z niego skoczyć, wiesz?
Parsknąłem śmiechem.
-Jasne, jasne. Możemy spróbować.
-Ty też chcesz?- odezwała się, unosząc brwi w górę.- Nie spodziewałam się tego po tobie.
-Wiesz, w sumie to nie mam ochoty. Zapewne nie robiłbym tego, gdybym…- „gdybym nie miał Cię przy sobie. Gdybym nie próbował sprawić, abyś znów była jak kiedyś”, dodałem w myślach, lecz nie powiedziałem tego na głos. Nie wiedziałem jaka byłaby jej reakcja.
-Gdybyś, co?- spytała się, tonem według mnie zbyt chłodnym.
-Nie ważne.- pokręciłem głową.- Ale wiesz, nie musimy skakać teraz. Dopiero co biegaliśmy. Poza tym myślę, że moglibyśmy zostać tutaj na jakiś czas, zanim znów rozpoczniemy wędrówkę. Co o tym myślisz?
Dera?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz