- Kat, Chris już to widział ale ty żebyś teraz wiedziała. Za chwilę ogłuszę nasze żarełko i twój dach więc się nie zbliżaj. Jak dam znak, wtedy możecie zaatakować - wyjaśniam. Katniss kiwa głową i nieruchomieje.
Wypuszczam opary i kiedy zwierzę jest maksymalnie zdezorientowane, moi towarzysze wkraczają do akcji. Powalają jelenia w kilka minut, a Kat go zabija. Wychodzę z krzaków i zaczynamy targanie zdobyczy na drzewo Katniss.
Jakiś czas później jesteśmy na miejscu. Trochę zmęczeni bo jeleń swoje waży ale zdeterminowani.
Chris ściąga skórę z ofiary a my porządkujemy trochę i przygotowujemy resztę. Po chwili dołączamy do basiora i pomagamy mu.
- Wiecie co? To zrobimy tak, że skórę z grzbietu damy na legowisko, a tą z brzucha będziesz miała na dach - proponuję.
- Mhm, też tak myślę - przytakuje Kat.
Uśmiecham się pod nosem i wracam do roboty. Chris zaczyna cicho gwizdać ale pod moim krytycznym spojrzeniem cichnie. NIENAWIDZĘ jak ktoś gwiżdże! Po prostu nie znoszę tego. Nucić, śpiewać, mruczeć - jasne, ale nie gwizdać!
Kiedy kończymy, robi się późno i musimy się sprężać. Tak więc Chris ponieważ ma skrzydła zajmuje się zatykaniem dachu, natomiast ja i Katniss bierzemy w obroty legowisko.
- Hej, a ty jak sie urządziłaś tam na górze? Nie przeszkadza ci to, że tam nie ma dachu i w ogóle? - pyta wadera.
- No cóż, mnie nie odstrasza deszcz, burza, śnieg, grad, upał i inne zjawiska. No, może oprócz tęczy. Wtedy się chowam, nienawidzę jej.
- Czemu?
- Nie wiem... Wolę deszcz i burzę. Raz nawet skakałam z wodospadu podczas burzy i było ciekawie ale woda wtedy trochę sie rzuca i walnęłam porządnie o skałę.
- Matko, serio? Nie bałaś się, że cię piorun walnie? W wodzie?
- W zasadzie... To trochę się tym przejmowałam ale później jakoś wszystko ze mnie zeszło i... Skoczyłam. Ale wracając do tematu... Dobrze mi tak, na otwartym terenie. Poza tym, między innymi o to chodzi. Żeby wszystko widzieć i się nie ograniczać. Nie lubię zamkniętych przestrzeni.
- Aha... No ale prywatność i te sprawy?
- Wiesz, jak będę tego potrzebować to sobie pójdę gdzieś indziej. - Wzruszam barkami. - Ale większość czasu lubię takie... otwarte przestrzenie. Lubię jak mnie ktoś odwiedza, czegoś ode mnie chce. W zasadzie to wtedy wiem, ze ktoś mnie potrzebuje. Lubię być zajęta, rozwiązywać problemy innych... - Nie kończę. Dokończenie tego zdania brzmiałoby: "... bo wtedy nie myślę o swoich". Ale kończę je tylko w głowie. Nikt nie musi o tym wiedzieć. Uśmiecham się wrednie żeby zakryć zamyślenie.
- Co cię tak śmieszy? - pyta Katniss.
- Nic w zasadzie, po prostu pomyślałam o tym, że śmiesznie by było jakbym miała mieszkać w takim czymś. - Ogarniam mieszkanko drzewne Katniss dziwnym ruchem łapy.
- Czemu?
- No bo ja... Myślę, że drzewo by mnie znienawidziło.
- Bo? - ponagla mnie wadera z zaciekawieniem.
- Bo nie jestem... No ja nie zbyt... Po prostu mogłoby tu być dziwnie i... niekoniecznie dobrze dla drzewa. Mam swoje... pomysły.
- Okey, chyba rozumiem. - Wadera uśmiecha się i otrzepuje łapy w tym samym momencie co ja. Skończyłyśmy.
- No, to koniec. Dzięki Sher, na prawdę. Bez was chyba nie dałabym rady - mówi z uśmiechem Katniss i rozgląda się po mieszkaniu. Po chwili także Chris do nas zlatuje.
- Spoko. Było fajnie, coś innego niż ta codzienna monotonność - orzeka Chris.
- Mhm, zgadzam się - dodaję.
- Tak? No to super - dziękuje Kat jeszcze raz a potem ja i Chris wychodzimy. Przez chwilę trwa cisza.
- Pffffffffffft! - prycha nagle Chris.
- Co? - Marszczę brwi i nos.
- Masz tutaj pełno kawałków futra jelenia, ot co wariatko! - śmieje się Pan Kolorowa Grzywka.
- Ha, ha. No co ty nie powiesz? Ty też. - Idziemy jeszcze chwilę a potem zasypiamy pod jakimś drzewem po godzinach śmiechu i gadania.
Ktoś? Może ty Katniss?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz