- Widzisz jakieś mięsko tam na niebie? - To nie Aza. To jego lepsza wersja.
~~Kłaaaaaaaamieeeeeeeeeeesz... - Głos Drew wdziera się do mojego umysłu.
- Spadaj głupku - syczę.
- Co? - pyta zrażony Tadashi.
- Nie, to nie do ciebie - wyjaśniam szybko i zaciskam powieki. Mam dość tej przemądrzałej istoty.
- A, to dobrze. Gadałaś z Azą? Wiesz, jak tylko wstałaś zmierzył cię wzrokiem i odczekał chwilę a potem wstał i mruknął, że idzie się gdzieś zdrzemnąć ale chyba... Nie poszedł - wyjaśnia Dashi z dziwnie przebiegłą miną. Zerkam na niego, prycham ze śmiechem i znów zamykam oczy.
- Dalej próbujesz mi udowodnić, że niby on coś do mnie teges? - pytam skrzywiona. Musiałabym być bardzo zdesperowana, żeby zrobić jakikolwiek krok w tą stronę.
- Hym... A ma to jakiś sens?
- Nie. Absolutnie nie. - Przekręcam się na bok i patrzę na Dashiego.
- Hm, w takim razie nic nie próbuję - mówi z uśmiechem złośliwca, na co ja prycham i podnoszę się. - A tak w ogóle, czemu jesteś mokra? Pływałaś?
- No... Tak jakby.
- Tak jakby? Czyli co? Wpadałaś do wody i się topi... - Robi wielkie oczy. - Pływałaś z Azą?! - wydziera się nagle uświadamiając sobie to dziwactwo. Prycha dziwnie, próbując ukryć wybuch śmiechu ale coś mu nie wychodzi. Krzywi się cały i przez chwilę słychać tylko te jego dziwne dźwięki.
- Ech, skończyłeś? - pytam po chwili. Wilk kiwa głową ale nadal się uśmiecha. Na szczęście tego nie komentuje.
- Z czego tak rechotałeś? - Chris zaskakuje nas oboje. Spoglądam na wilka i uśmiecham się. Ratujesz mi dupę!, myślę.
- A, nic takiego. Stwierdził tylko, że wyglądam jak zmokłą kura - mówię zanim Dashi wszystko wypapla.
- Tak, tak. Właśnie o tym mówiłem - potwierdza biały i kryje uśmiech.
- No, to fakt. Weź się wysusz bo się na ciebie patrzeć nie można bez uśmiechu - żartuje Chris. Wywracam oczami ale podnoszę sie i odbiegam od wilków.
Chcę chwilę być sama. Nie jestem samotnikiem ale jakoś nigdy też nie było okresu, kiedy nie potrzebowałabym chwili spokoju. Idę więc powoli gdzieś... Sama nie wiem gdzie. Nie przejmuję się tym, że łamię wszystkie gałązki po drodze, że płosze zwierzynę... Nie. Teraz mam to serdecznie gdzieś. Bo w tym momencie jestem tylko ja i odgłosy lasu. Nawet Drew ucichła. Taaaaaaaaak, tego mi było trzeba.
Kładę się pod jednym z drzew i zamykam oczy. Nie mam w planach snu ale jakoś tak samo wychodzi i zasypiam.
( CD w opku Chrisa )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz