Sher nie była taka straszna jak mi się wcześniej wydawało. Chris wyraźnie odetchnął z ulgą kiedy zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. W końuc temat zszedł na mieszkania…
- Więc…z tego co mówił Chris mieszkasz na szczycie tego wodospadu obok jaskiń? – rzuciłam.
- Owszem – odparła wadera.
- Szkoda, że nie wpadłam na to wcześniej – powiedziałam. – Jeszcze nie znalazłam sobie mieszkania. Szukałam sobie akurat dzisiaj drzewa odpowiedniego do spania, kiedy nagle pojawił się on – kiwnęłam głową w stronę Chrisa – uświadamiając mi przy okazji, że tamto miejsce jest do kitu.
- Drzewo mówisz? – Sher zamyśliła się po czym posłała mi szelmowski uśmieszek. – Widziałam jedno takie dość rozłorzyste niedaleko Szafirowego Wodospadu. Chcesz zobaczyć?
- Prowadź! – odpowiedziałam z uśmiechem.
Sher ruszyła między dzrewami w stronę centrum watahy. Chris chyba się zamyślił, bo dogonił nas dopiero po paru sekundach. Podoba mi się tutaj, pomyślałam zadowolona. Najpierw poznałam Ren’a, całkiem miłego basiora, później Chris, który również wydawał mi się kimś ważnym (choć znam go zaledwie jakąś godzinę) i Sher – w końcu jakaś fajna osóbka, no i w końcu wadera, która nie będzie ględzić o paskudnej pogodzie i zakołtunionym futrze…a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Obym nie musiała się stąd wynosić. Już za swoją poprzednią watahą bardzo tęsknię, nie chcę sobie wyobrażać jak bardzo brakowałoby mi tej.
W końcu dotarliśmy pod pień jednego z większych drzew blisko wodospadu. Miało gęstą koronę i gładki pień. Będzie się na nim wygodnie spało. Uśmiechnęłam się i ku zaskoczeniu moich nowych przyjaciół bez problemu wspięłam się na górę. Podskoczyłam parę razy sprawdzając giętkość gałęzi, na której stałam. Ani drgnęła. Idealnie!
- I jak? – zapytała z dołu Sher.
- Jest świetne…tylko wprowadziłabym parę zmian – wychyliłam się tak aby widzieć Chrisa i Sher. – Odsuńcie się!
Chris chyba przypomniał sobie swoje bliskie spotkanie z gałęzią, bo odsunął się bez zastanowienia. Sher podejrzanie śledziła jego ruchy, po czym zrobiła dwa kroki w tył. Skupiłam się na drzewie pod moimi łapami i zmrużyłam oczy. Siedziałam tak minutę, lub dwie starając się wyczuć każdą komórkę rośliny. Gdy już mogłam wyczuć wodę przepływającą przez tkanki przewodzące zaczęłam zmieniać drzewo pod własne grymasy. Po pierwsze przestawiłam gałęzie korony tak, że tworzyły lekko wklęsłe podłoże centralnie pośrodku. Cienkie gałązki poprowadziłam tak, aby splotły się w miarę nie przeciekający dach. Zakorzeniłam drzewo głębiej w ziemi, aby nic nie było w stanie go wywrócić. Na koniec już z rozpędu ustawiłam liście tak, aby każdy miał odpowiednią ilość światła, bo to dzrewo chyba się na tym nie znało. Gdy skończyłam otworzyłam oczy i z uśmiechem spojrzałam na swoje dzieło. Zesszłam na doł po teraz nieco pochyłym pniu i teatralnym gestem zaprosiłam Chrisa i Sher na górę. Oba wilki były pod wrażeniem już samego „pokazu”. Teraz nawet oni bez problemu mogli wspiąć się na górę. Sher gwizdnęła z podziwem.
- Ale żeś się urządziła – powiedziała po czym szturchnęła Chrisa w bark. – Wiedziałeś, że tam umie?
- Oberwałem od niej kierowaną magią gałęzią, ale nie spodziewałem się, że Kat potrafi sterować CAŁYM drzewem – przyznał wilk.
Spojrzałam jeszcze nieco krytycznie na „dach” z cienko splecionych gałązek.
- Przydałoby się czymś to uszczelnić – Sher jakby czytała mi w myślach.
- Masz rację – zamyśliłam się. – Przydałaby się jakieś dość elastyczne skóry, które będzie można tutaj zamocować.
- No i jakaś grubsza na legowisko – przypomniała mi wadera.
Chris uśmiechnął się i powiedział to, co nam wszystkim chodziło po głowach:
- Na co czekamy? Idziemy polować!
- Więc…z tego co mówił Chris mieszkasz na szczycie tego wodospadu obok jaskiń? – rzuciłam.
- Owszem – odparła wadera.
- Szkoda, że nie wpadłam na to wcześniej – powiedziałam. – Jeszcze nie znalazłam sobie mieszkania. Szukałam sobie akurat dzisiaj drzewa odpowiedniego do spania, kiedy nagle pojawił się on – kiwnęłam głową w stronę Chrisa – uświadamiając mi przy okazji, że tamto miejsce jest do kitu.
- Drzewo mówisz? – Sher zamyśliła się po czym posłała mi szelmowski uśmieszek. – Widziałam jedno takie dość rozłorzyste niedaleko Szafirowego Wodospadu. Chcesz zobaczyć?
- Prowadź! – odpowiedziałam z uśmiechem.
Sher ruszyła między dzrewami w stronę centrum watahy. Chris chyba się zamyślił, bo dogonił nas dopiero po paru sekundach. Podoba mi się tutaj, pomyślałam zadowolona. Najpierw poznałam Ren’a, całkiem miłego basiora, później Chris, który również wydawał mi się kimś ważnym (choć znam go zaledwie jakąś godzinę) i Sher – w końcu jakaś fajna osóbka, no i w końcu wadera, która nie będzie ględzić o paskudnej pogodzie i zakołtunionym futrze…a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Obym nie musiała się stąd wynosić. Już za swoją poprzednią watahą bardzo tęsknię, nie chcę sobie wyobrażać jak bardzo brakowałoby mi tej.
W końcu dotarliśmy pod pień jednego z większych drzew blisko wodospadu. Miało gęstą koronę i gładki pień. Będzie się na nim wygodnie spało. Uśmiechnęłam się i ku zaskoczeniu moich nowych przyjaciół bez problemu wspięłam się na górę. Podskoczyłam parę razy sprawdzając giętkość gałęzi, na której stałam. Ani drgnęła. Idealnie!
- I jak? – zapytała z dołu Sher.
- Jest świetne…tylko wprowadziłabym parę zmian – wychyliłam się tak aby widzieć Chrisa i Sher. – Odsuńcie się!
Chris chyba przypomniał sobie swoje bliskie spotkanie z gałęzią, bo odsunął się bez zastanowienia. Sher podejrzanie śledziła jego ruchy, po czym zrobiła dwa kroki w tył. Skupiłam się na drzewie pod moimi łapami i zmrużyłam oczy. Siedziałam tak minutę, lub dwie starając się wyczuć każdą komórkę rośliny. Gdy już mogłam wyczuć wodę przepływającą przez tkanki przewodzące zaczęłam zmieniać drzewo pod własne grymasy. Po pierwsze przestawiłam gałęzie korony tak, że tworzyły lekko wklęsłe podłoże centralnie pośrodku. Cienkie gałązki poprowadziłam tak, aby splotły się w miarę nie przeciekający dach. Zakorzeniłam drzewo głębiej w ziemi, aby nic nie było w stanie go wywrócić. Na koniec już z rozpędu ustawiłam liście tak, aby każdy miał odpowiednią ilość światła, bo to dzrewo chyba się na tym nie znało. Gdy skończyłam otworzyłam oczy i z uśmiechem spojrzałam na swoje dzieło. Zesszłam na doł po teraz nieco pochyłym pniu i teatralnym gestem zaprosiłam Chrisa i Sher na górę. Oba wilki były pod wrażeniem już samego „pokazu”. Teraz nawet oni bez problemu mogli wspiąć się na górę. Sher gwizdnęła z podziwem.
- Ale żeś się urządziła – powiedziała po czym szturchnęła Chrisa w bark. – Wiedziałeś, że tam umie?
- Oberwałem od niej kierowaną magią gałęzią, ale nie spodziewałem się, że Kat potrafi sterować CAŁYM drzewem – przyznał wilk.
Spojrzałam jeszcze nieco krytycznie na „dach” z cienko splecionych gałązek.
- Przydałoby się czymś to uszczelnić – Sher jakby czytała mi w myślach.
- Masz rację – zamyśliłam się. – Przydałaby się jakieś dość elastyczne skóry, które będzie można tutaj zamocować.
- No i jakaś grubsza na legowisko – przypomniała mi wadera.
Chris uśmiechnął się i powiedział to, co nam wszystkim chodziło po głowach:
- Na co czekamy? Idziemy polować!
Sher? Chris?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz