wtorek, 10 marca 2015

Od Katniss (CD Chrisa): Nowi przyjaciele?

Uśmiechnęłam się.
- Nie...jak dla mnie to masz dobrą sylwetkę - odparłam i nabrałam ochoty by walnąć się w czoło. Na szczęście basior nie skomentował tego.
- Co robisz na terenach Watahy Szafirowego Wodospadu? - spytał.
- Mieszkam - odparłam. - Znaczy się dopiero szukam mieszkania. Alfa mi pozwolił.
- Czyli znasz już Vienta? - basior uśmiechnął się.
Pokiwałam głową. Zgrabnie zeskoczyłam na ziemię lądując miękko na trawie.
- Jestem Chris - przedstawił się wilk.
- Katniss - odparłam.
- Ładne imię - rzucił Chris. Niby nic, ale uśmiechnęłam się.
Wilk po raz kolejny spojrzał w górę. Przyjrzałam mu się przez chwilę. Był całkiem fajny. Z wyglądu i charakteru. Ciemno szara sierść i podobnego koloru skrzydła. W oczy rzucała się tęczowa grzywka. Chris rozprostował skrzydła. Były rozłożyste i gęsto upierzone.
- Fajne skrzydła - powiedziałam z wyrazu pyska wywierając wrażenie jakbym liczyła każde pióro. - Zazdroszczę ci. Gdybym takie miała mogłabym jeszcze szybciej przemieszczać się po drzewach. No i polować, to by było dopiero genialne.
Chris uśmiechnął się tylko. Przypomniałam sobie znowu swoją poprzednią watahę. Należały do niej tylko dwa skrzydlate wilki, rodzeństwo. Rudobrązową waderę ze względu na kolor futra nazywaliśmy Płomykówką, a jej brata Puszczykiem. Płomykówka była mistrzynią akrobacji powietrznych. Uwielbiała wybijać się wyżej niż reszta. Puszczyk zdecydowanie nie lubił się popisywać. Był świetnym łowcą. To właśnie on nauczył mnie polować z ziemi i z drzew. Polował głównie w nocy. Jego czarne futro z odcieniami granatu, niezwykła siła i cichy, niesłyszalny lot zapewniały sukces. Przezwisko Puszczyk wzięło się również od niecodziennej i dość brutalnej taktyki. Basior przelatywał nisko nad zdobyczą i za pomocą szczęk oraz przednich łap chwytał zwierzynę, wzlatywał na odpowiednią wysokość aby zrzucić ją na ziemię. Wtedy ja i Gale (najbierniejsi uczniowie Puszczyka) odnajdywaliśmy zdobycz i ewentualnie dobijaliśmy. Przeważnie taki upadek kończy się śmiercią, ale twardsze sztuki czasami po prostu łamały sobie nogi. Nie umiem patrzeć na cierpienie, nawet zwierzyny, więc staraliśmy się jak najszybciej kończyć żywot ofiary. Taka taktyka zapewniała łatwą kolację, ale miała również minusy: zdarzało się, że taki jelonek utykał na drzewie, a obserwowanie jak próbujemy go zdjąć musiało być iście komiczne.
- Co robiłaś na drzewie? - zapytał nagle Chris.
- To co mówiłam: szukam mieszkania. Ale to miejsce jest badziewne. Ma zbyt cienkie gałęzie, a poza tym jest za daleko od reszty watahy.
- A od tego nie są jaskinie przy wodospadzie?
- Jakoś żadna mi nie odpowiadała - podrapałam się za uchem. - Viento powiedział, że mogę sobie znaleźć jakąś niekonwencjonalną kryjówkę.
- Jak Sher? Chyba powinnyście się poznać.
- Tak sądzisz? - uśmiechnęłam się. - Chętnie ją poznam.
- No to chodź. Może jeszcze ją złapiemy - Chris skoczył pomiędzy krzewy, a ja za nim.


 



Chris? A może Sher? ^^ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz