poniedziałek, 16 lutego 2015

Od Azazela ( CD. Sherany ) :

- Już pędzę... - mruknąłem, mimo niechęci do Chochlika, wstając i podchodząc. Wadera została zmuszona do cofnięcia się, co dało mi niemałą satysfakcję. Obawiała się mnie. Nie tak, jak ofiara myśliwego. W porównaniu, to bardziej jak mangusta kobry: oba paskudztwa mogą się nawzajem wykończyć, a zwycięstwo zależeć może tylko od szczęścia. I dobrze wiedziała, że po próbce swoich możliwości JA również się jej obawiam.
W milczeniu zeszliśmy więc na posiłek w oddaleniu tak możliwym, na ile pozwalała dróżka. Zastanawiały mnie słowa wadery powiedziane wczoraj po tym, jak próbowałem ją obrócić za ramię. ,,Ty nie powinieneś żyć", czy coś w tym stylu...
Dotarliśmy na dół. Viento oczywiście na nas zaczekał, natomiast Tadashi zjadł już połowę swojej części. Wzięliśmy więc swoje porcje i przez jakiś czas trwała cisza. Oczywiście dopóki Tadashi miał coś w pysku. Oczywiście skończył pierwszy i próbował zagadać Vienta:
- Tooo...od kiedy istnieje wataha? Będzie więcej członków? Pokażesz nam tereny? Co będziemy tu robić?
- Tadashi! - zrugałem go. - Viento próbuje zjeść w spokoju, podobnie my. Jak się nudzisz to idź popływać lub rób cokolwiek co nie będzie nas denerwować.
- Ależ nic się nie stało - powiedział szybko Viento uśmiechając się przyjacielsko. - Chętnie odpowiem na twoje pytania...
,,On chyba nie wie na co się porywa" pomyślałem uśmiechając się. Tadashi zalał alfę setką pytań, na które nie zwracałem uwagi. Jednak siedzenie cicho nie wydało mi się właściwe. Zwłaszcza, że miałem okazję porozmawiać z Sher...
- A więc, Sherany - zacząłem. - Mamy okazję pogadać...
- Słucham - wycedziła przez zęby wadera darząc mnie kolejnym kpiącym uśmieszkiem.
- Co tak właściwie rozwścieczyło cię we wczorajszym ,,wybryku" Tadashiego? I dlaczego niby miałbym nie żyć?

Chochliku? Wybacz brak weny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz