niedziela, 8 lutego 2015

Od Sherany ( CD. Tadashiego ) : Początki, trudne jak zwykle

~~ Och, czy ty się kiedyś zatrzymasz? Nudno tak jak jesteśmy same... Skręć tutaj!
Taaaaaak... Drew, bo tak kazała na siebie mówić osoba siedząca w moim łbie, gada ze mną od jakiś dwóch godzin. Jestem tym znudzona ale daję radę. W jednym ta debilka ma racje - nudno tak samemu... Nawet jak idziesz z głosem w głowie.
~~ Em, z tak poza tym... Nie jest ci zimno?
- Nie, a dlaczego?
~~ Bo nie masz chusty?
Nie mam apaszki. Apaszka! Moja najulubieńsza, jedna z niewielu rzeczy na jakich mi zależy, zniknęła! Szlag by to trafił! Musze ją znaleźć...
~~ To skręć tam gdzie ci mówiłam. Tam są dwa wilki. One ją mają.
- Dorwę pacanów a łby poukręcam!
I wypruwam w stronę wskazywaną przez Drew. Czasami się przydaje ale ogółem rzecz biorąc jest... niestabilna psychicznie. Ale... w sumie ja też nie jestem do końca stabilna więc co za różnica?
Zatrzymuję się. Zza krzaków widzę jak jakiś biały wilk, podnosi moją chustę...
- ANI MI SIĘ WAŻ! - wydzieram się wpadając na polanę. Staję twardo na ziemi i powiedzmy że "zabijam ich wzrokiem".
- Co tak stoicie?! - warczę. - Oddaj mi to!
- Spokojnie! - zaczyna ten drugi. - Nie jesteśmy złodziejami.
Bierze chustę i rzuca ją w moim kierunku. Materiał opada powoli przed mój nos, a ja błyskawicznie go łapię, zerkam szybko na wilki i zanim zdążą się obejrzeć, odbiegam.
Pół godziny mija od tego zdarzenia. Przez te pół godziny jestem już nad wodospadem. Pięknym, wysokim szafirowym wodospadem. Staję na samym szczycie.
- Ja zaraz zawału dostanę. - szepczę rozdygotana z radości.
Nie skakałam z wodospadu od prawie miesiąca. Dla mnie, to prawie strata czasu. Dlatego robię krok do przodu, czuję jak drobne kamyki wysuwają mi się spod łapy, zamykam oczy i z dzikim uśmiechem upajam się tą chwilą. A potem przysiadam, odbijam się od ziemi i rzucam się w wodę, w dół. Moje żyły eksplodują tym cudownym uczuciem i oblewam się żarem. Płonę, płonę, płonę... Chcę krzyczeć ale nie mogę, chcę się śmiać ale nie mogę, bo płonę z radości...
Wpadam do wody. Ona ostudza moje zmysły i przywraca mi zdrowe myślenie. Wychodzę na brzeg mokra i rozgrzana adrenaliną. Grzywka jest mokra i oklapła mi na oczy więc nic nie widzę.
- Czy ciebie pogrzało do końca?! - słyszę wrzask tuż przy głowie.
Nie jestem pewna czy to do mnie, ale raczej tak. Podnoszę więc grzywkę i widzę wilka... Tego samego co wcześniej przy chuście. O patrzcie państwo! Jest i jego biały brat!
- Znowu wy? Rany... Najpierw chustę mi grzyldeliście,a teraz mnie z wodospadu chcecie wygonić? Bez jaj! To fajna zabawa! Poza tym nie widzę tabliczki z napisem "Zakaz wstępu. Teren należy do..." Jak wam na imię? - droczę się.
- Jestem Azazel, a ten biały to mój brat, Tadashi. - odpowiada.
- " ... do Azazela i Tadashiego, dwóch gburowatych złodziei". No, chyba że oślepłam. - kończę szczerząc się bezczelnie i odchodzę parę kroków. Otrzepuje się z wody i podchodzę do sterty ozdób które wcześniej zdjęłam. Tak... 28 kolczyków metalowych, 2 chusty, gogle, czapka, spinki... Chyba tyle. Zakładam wszystko i już mam odejść, kiedy biały podchodzi do mnie i wyciąga łapę...
- Nie podchodź! - krzyczę i spoglądam Tadashiemu w oczy z gniewem. Nie może mnie dotknąć. Nikt nie może. Najlepiej będzie jak stąd pójdę, zanim narobię sobie kolejnych wrogów...
             
Wy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz