Tadashi zachrapał przeciągle. Przewróciłem oczami i zakryłem łapami uszy. Szczęściarz. Usnąłby na jeżu. Ja zawsze mam z tym problem. Spojrzałem na niebo. Księżyć powoli zaczynał opadać ku zachodowi. Może uda mi się zmrużyć oczy chociaż na parę minut...
W teorii to co proste wydaje się wręcz niewykonalne w praktyce. Znów spojrzałem na księżyc. Teraz to już bez sensu. Jeśli zasnę obudzę się koło południa, albo nawet później niż Tadashi. Gdyby nie ja mój brat pewnie przesypiałby całe dnie. Wstałem więc i obiegłem parę razy lasek, przy którym odpoczywaliśmy. Gdy wróciłem słońce zaczynało barwić wschód na pomarańczowo.
Uznałem to za dobry pretekst do przerwania postoju.
- Tadashi! Wstawaj! - krzyknąłem.
Mówienie i szturchanie nie przynosi efektów. Basior tylko zamruczał przez sen i machnął łapą na oślep. Westchnąłem i walnąłem go w brzuch. Wilk momentalnie zwinął się i wypuścił z siebie powietrze. Obdarzył mnie wzrokiem jednoznacznie mówiącym ,,Zwariowałeś?!".
- Na co liczysz, księżniczko? - spytałem sarkastycznie. - Idziemy dalej.
Tadashi wstał i przetarł łapą oko.
- Znowu nie spałeś? - zapytał.
- Czemu pytasz?
- To ci nie wyjdzie na zdrowie - basior ziewnął. - Zgaduję, że przez ten czas zdążyłeś obiec teren z pięć razy?
- Cztery - odpowiedziałem. - To pustkowie. Nawet jelenie wyniosły się z tego przeklętego lasu.
Tadashi spojrzał pomiędzy pnie. Jemu również coś w tej zbieraninie drzew nie pasowało. Nie odważyliśmy się wejść do tego zionącego trupem miejsca.
- Nie ma co się dziwić, Aza. Kto normalny mieszka w pobliżu czegoś takiego? - powiedział w końcu wilk i przeciągnął się. - Masz rację. Lepiej stąd chodźmy.
Tadashi aż niepokojąco szybko odzyskał dobry humor po nieprzyjemnej pobudce. Kiedy szliśmy polną ścieżką paplał jak najęty o wszystkim dookoła. Nie słuchałem go, więc docierały do mnie tylko urywki, które w połączeniu ze sobą brzmiały ironicznie.
- Wiedziałeś, że...blabla...ale piękny motyl!...blabla...ciekawe, czy można to zjeść...?
- SKOŃCZYSZ W KOŃCU?! - wypaliłem zupełnie wyprowadzony z równowagi.
Coś obok nas zaszeleściło w dziko rosnącym zbożu. Były to najzwyklejsze w świecie zające.
- No i patrz co zrobiłeś! - oburzył się Tadashi. - Przestraszyłeś je!
- To zające. One boją się wszystkiego co głośne - powiedziałem przewracając oczami. - Poza tym i tak by uciekły przez twoją paplaninę...
- Sugerujesz, że mam się zamknąć?
- Tak! Tak będzie najlepiej dla całego świata!
Tadashi umilkł. Po pięciu minutach marszu w ciszy zrozumiałem, że przesadziłem. Zacząłem więc cicho:
- Przepraszam, Tadashi. Wcale tak nie myślę.
Wilk dalej siedział cicho. Przewróciłem oczami i podjąłem kolejną próbę:
- Hej, a wiesz do czego nadają się zające?
Basior spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnąłem się.
- Są jadalne.
Tadashi również się uśmiechnął. Zeszliśmy ze szlaku i popędziliśmy w kierunku, w którym uciekały zajęczaki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz