niedziela, 22 lutego 2015

Od Tadashiego ( CD. Sherany )

Zrobiłem krok w stronę Sher.
- Przesadziłeś, Az - powiedziałem sucho i ruszyłem w stronę wadery. Azazel tylko burknął coś pod nosem i pobiegł w las. Wypalone na ziemi ślady świadczyły o tym, że wilk jest naprawdę nabuzowany.
I chyba nie tylko on. Trawa wokół zwiniętej w kłębek Sher była zwiędła. Na głowę spadł mi liść. Gdy popatrzyłem w górę zorientowałem się, że magia wilczycy działa również na drzewo, pod którym leżała.
Nie zastanawiając się długo położyłem się na ziemi i ułożywszy łeb na przednich łapach zacząłem wpatrywać się w pysk Sher. Ta na chwilę otworzyła oko, po czym skrzywiła się i jeszcze mocniej zacisnęła powieki. Nie odpuściłem. Po piętnastu minutach wadera znowu otworzyła oczy.
- Co ty robisz? - burknęła.
- Pomagam ci - odpowiedziałem.
- Niby jak?
- Jeśli będę się na ciebie gapił to będziesz denerwować się na mnie i zapomnisz co cię do tej pory wkurzało.
- To nie takie proste, Dashi - Sher uśmiechnęła się blado na chwilkę.
- Szkoda. Na Azę to zawsze działa.
- To może idź powkurzaj jego.
- Wolę nie ryzykować. Nie chcę zostać ofiarą całopalenia...
Sher parsknęła śmiechem. Chyba cieszyła się z tego jak bardzo wnerwiła Azazela.
- Dashi, a może ty mi wyjaśnisz ten incydent parę dni temu? - spytała. - Żaden wilk nie przeżył mojego dotyku, a akurat ten kretyn...bez obrazy.
- Bez obrazy - odparłem. - Ta twoja umiejętność jest związana z ogniem, tak?
- Po części.
- Ha, to jasne. Aza jest ognioodporny.
- No i co to ma do rzeczy? - wadera przewróciła oczami.
- To, że Az jest odporny na KAŻDY rodzaj ognia. Nawet magiczne płomienie nie zrobią mu krzywdy. Wiesz...zastanawiałem się też, czy to czasem także nie twoja sprawka...Wiesz, może mentalnie go do siebie dopuściłaś...
- Że co?!
- Już nic nie mówię! - odparłem szybko i zasłoniłem oczy łapami.
Sher westchnęła jakby pytała ,,Bogowie, dlaczego?!". Chyba już zresztą nie pierwszy raz.
- Uspokój się, Dashi - powiedziała. - Nie zamierzam cię paraliżować.
Odsłoniłem najpierw jedno a potem drugie oko. Przez chwilę leżeliśmy w ciszy. W końcu Chochlik mruknęła na wpół do siebie:
- Dlaczego Aza nie lubi Chrisa? Przecież go nawet nie zna.
- Azazel raczej rzadko nawiązuje przyjaźnie - odpowiedziałem.
- No w to uwierzę, ale wydaje mi się, że z Chrisem łatwo by się dogadał.
- A może jest zazdrosny? - rzuciłem i niemal natychmiast stwierdziłem, że to był zły pomysł.
Sher jednak nic nie powiedziała. Wydawało mi się, że słucha czegoś, albo kogoś, ale ja sam nic nie słyszałem. Przypomniałem sobie o Drew - ,,przyjaciółce" Chochlika. Gdy wadera skupiła się z powrotem na mnie nawet nie raczyła zbesztać głosu tak jak zwykle. Siedziała przez chwilę cicho, jakby się nad czymś zastanawiała.

Sher? Tylko mnie nie uduś...Tylko zrobisz Azazelowi przysługę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz