Chociaż w mojej głowie powinny się teraz odbywać negocjacje pomiędzy prawą, a lewą półkulą mózgu, to i tak było w niej pusto. Tylko wesoła melodia naruszała ten błogi, nie skalany myślą spokój.
Minęła dobra chwila zanim zorientowałam się, że podryguję lekko do tylko przeze mnie słyszanej muzyki, ku wyraźnemu rozbawieniu rozmówcy.
-Ups.-mruknęłam potrząsając głową.
Sher przekrzywiła głowę nie przestając się uśmiechać.
-To jak?-spytała.
Na chwilę się zamyśliłam. W mym umyśle zrobiło się bardzo głośno w porównaniu do tego co działo się tam chwilę temu. Dość trudno było zmusić trybiki do ruchu z prostego powodu-zmęczenia. Dziś cały dzień błąkałam się po Hiyomie.Głośno wypuściłam powietrze.
-Tia-powiedziałam.
Wadera uśmiechnęła się.
-Ale Vienciem pogadam jutro-dodałam-Teraz, za pozwoleniem, nieco się zdrzemnę.
Ziewnęłam otwierając przy tym pysk tak szeroko, że aż mi coś strzyknęło w szczęce. Rozejrzałam się dookoła-słońce już wstało. Sher nie było w pobliżu. Wstałam i podeszłam do krawędzi wodospadu i spojrzałam w dół. Byli tam chyba wszyscy. Basior o imieniu Tadashi rozmawiał z mym niedoszłym kolegą, Viento. Tymczasem Chochlik był w trakcie agresywnej wymiany poglądów z czarnym dżentelmenem.
Wciągnęłam do płuc świeże, lekko wilgotnawe powietrze przesiąknięte wonią intrygi, niezgody i czystego szczęścia emanującego właśnie ze mnie. Kłótnia Azazela z Sher dawała mi nikłą nadzieję na to, że nudzić mi się tu nie będzie.
Ziewnęłam ponownie po czym skupiłam wole na podłożu. Kawał ziemi oddzielił się od ściany i zaczął powoli opuszczać się w dół po zboczu. Hałas temu towarzyszący zwrócił na mnie uwagę całego towarzystwa. Zeszłam powoli na stały grunt po czym odesłałam kawałeczek ziemi na swoje miejsce. Zainteresowanie Azazela trwało jednak krótko bo szybko powrócił do ,,rozmowy" ze wcale nie wzruszoną waderą.
Podeszłam do Vienta.
-Witaj koleżko-wyciągnęłam ku niemu łapę-Podjęłam decyzję,
Ten obejrzał uważnie mą łapę po czym skinął głową.
-Ciesze się.
Jego ton wcale na to nie wskazywał, ale nie przejęłam się tym. Nikt nie musi mnie lubić, ani akceptować. Odsunęłam od niego łapę i zwróciłam się do wilka znanego mi jako Tadashi. Ukłoniłam się ironicznie.
-Mary, do usług.
Basior uśmiechnął się.
-Tadashi-powiedział-Również do usług.
-No to uroczo-puściłam mu oczko-I takie nastawienie mi się podoba.
Zerknęłam na przypatrującego mi się uważnie Viento. Zasalutowałam niedbale.
-No, to już nie przeszkadzam-dodałam.
Podeszłam do jednego z drzew i położyłam się pod nim.
Zapowiada się całkiem nieźle. Ciekawym doświadczeniem będzie dołączyć do jakiejś watahy z chęci, a nie konieczności wypełnienia umowy. Kiedy to ja ostatnio byłam w takiej sytuacji?Łoh...dawno. Będę musiała do tego przywyknąć. Swoje zachowanie też chyba powinnam odrobinę zmienić bo puki co zachowywałam się tak jak przy wilkach przypadkowo spotkanych na szlaku, z którymi nie spędzę wiele czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz