środa, 18 lutego 2015

Od Tadashiego ( CD. Sherany ) : Z bratem nie gadaj o babach

Azazel po chwili spojrzał w górę i uśmiechnął się szelmowsko w stronę Sher. Nie widziałem jej odpowiedzi, ale na pewno nie należała do tych grzecznych. Viento skończył mi opowiadać o wodospadzie. Nagle przypomniałem sobie swoją wizję...
- Wiedziałeś, że w tym miejscu kiedyś żyły wielkie gady? - wypaliłem.
- Smoki? Skąd niby to wiesz?
- Nie, nie smoki. Te dziwne stwory nawet skrzydeł nie miały...
- Może to były w takim razie smoki z obciętymi skrzydłami? - dodał Azazel układając się wygodnie na ziemi. - Albo jakieś nieudane próby stworzenia smoków zesłane na ziemię?
- Od kiedy z ciebie taki teolog? - spytałem złośliwie. - Poniekąd jesteś ateistą.
- Bo jestem. Proszę cię Tadashi, próbuję z wami gadać o religii, a ty się droczysz - basior przewrócił oczami i położył łeb na łapach.
- Ja chyba pójdę w ślady Sher i się prześpię - postanowił Viento. - Dobranoc.
- Dobranoc! - odpowiedziałem wesoło.
Spojrzałem czujnie na Azę.
- A co ty taki nerwowy? - spytałem uśmiechając się złośliwie.
- Co? Ja? - wilk podniósł głowę.
- No a kto? Coś ty się nagle... - zmrużyłem oczy i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. - Podoba ci się.
- Co niby? - Azazel wstał i wolnym krokiem podszedł do mnie. Cofnąłem się poza jego zasięg.
- Nie co, tylko kto - brnąłem dalej mimo ostrzeżeń. - Podoba ci się...
- Zamknij pysk! - warknął Az.
- Gdyby ci się nie podobała to byś się tak nie zachowywał - zauważyłem. - W sumie to fajna byłaby z was para...Ciekawe jak szybko byście się pozabijali?
Azazel nie wytrzymał i skoczył w moim kierunku. Zgrabnie go wyminąłem i popędziłem w przeciwną stronę. Basior długo nie zostawał w tyle. Biegałem w tę i z powrotem przy wodospadzie, a Azazel zaraz za mną miotając przekleństwa i przypalając mi za jednym razem ogon. W końcu potknąłem się i brat przyszpilił mnie do ziemi.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - warknął.
- Aza! No weź przestań, przecież to żaden wstyd... - zacząłem czując, że zaszedłem za daleko.
- MOŻECIE W KOŃCU ZAMKNĄĆ MORDY?! PRÓBUJĘ SPAĆ, BAŁWANY! - przerwał mi głos Sher.
- Wybacz! - zawołałem i stuliłem uszy.
Jeśli ona wszystko słyszała, to Azazel mnie zamorduje.
Brat warknął po raz kolejny i w końcu mnie puścił. Szybko odsunąłem się na bezpieczną odległość.

Chochliku? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz