- Wiesz... Trochę mało o tobie wiem, a jednak coś powinienem jako Alfa watahy. Więc zacznijmy może od wykształcenia. Masz jakieś?
- Teoretycznie nie, praktycznie całkiem spore. - Szczerzę się.
- Ok. A w takim razie jakie ukierunkowanie?
- Och, raczej magia. Zdecydowanie. Chociaż walka też może być.
- Jesteś pewna? - pyta i mierzy mnie znacząco wzrokiem.
- Ej. To, że jestem taka a nie inna, nie znaczy że nie umiem walczyć, tak?
- Ok, skoro tak. A... rozumiem, że lecznicze nie bardzo?
- No, coś tam umiem, ale nie czuje się w tym dobrze.
- Mhmmmmmm, dobra. Czy w takim razie interesuje cię stanowisko Dowódcy Magów?
- Żartujesz?! Jassssne, że tak! Dzięki! A, no i jeszcze... Nie mogłabym być medykiem ze względów umiejętności...
- A, no właśnie. Jakie są twoje umiejętności i twój żywioł?
- Cóż, żywioły to mam ogień i śmierć - odpowiadam wpatrzona w swoje łapy. Zakładam jednak, że nieco zdziwiłam Vienta bo ten zatrzymał się na chwilę. - A zdolności... Mam trzy. Pierwsza i najważniejsza: nie próbuj mnie dotknąć. Jak to zrobisz, to zwyczajnie zginiesz. A pozostałe dwie... Czekaj, jedną ci może pokażę, ok? Tylko... się nie przestrasz - ostrzegam i staję na przeciwko wilka. Podnoszę wzrok i skupiam energię, by... sprawić, że wilk stoi nieruchomo. Odsuwam się i zabieram energię. Viento zamyka oczy, otrząsa się i spogląda na mnie.
- Orzesz! Potrafisz kogoś sparaliżować?! Tylko na niego patrząc? Nooo, dziewczyno!
- Taaaak, przydatne. Serio. - Uśmiecham się na myśl o wczorajszym incydencie z Tadashim.
- A trzecia? - dopytuje Viento.
- A to... Zobaczysz, jak znajdziemy jedzenie. - Uśmiecham się pod nosem i przyspieszam kroku.
Kilka minut później, w których znalazła się w skrócie, bardzo dużym skrócie, moja historia, Viento wpada na trop zwierzyny. Rozglądamy się i w pewnym momencie naszym oczom ukazuje się całkiem spore stadko saren. Jest też jeden jeleń i to właśnie jego początkowo chcemy upolować ale kiedy zauważam ranną i starą samicę, wybieramy ją.
- Dobra. To ja ją... - zaczyna Viento ale mu przerywam.
- Pozwól, że ja przejmę pałeczkę.
- A, tak. Umiejętność. Ale ja dokończę dzieła, tak?
- Tak. Dam ci znać.
Podchodzę więc na odległość 5 metrów od sarny, chowam się w krzakach i wypuszczam z łapy opary. Są jak czarne węże wijące się w stronę ofiary. Kiedy ją dopadają, sarna zaczyna się szamotać. Staje się łatwą ofiarą. Odwracam się do Vienta i kiwam głową. Wilk rzuca się na sarnę, a ja steruję oparami, by nie dosięgnęły Alfy. W końcu sarna umiera, a ja zabieram opary i podchodzę do truchła.
- Widzisz? Wcale nie trzeba pościgu czy innych tam... wymysłów.
- Mhm, jak się jest tobą albo twoim... sprzymierzeńcem - śmieje się Viento. Odpowiadam mu szelmowskim uśmiechem i zabieramy sarnę pod Wodospad.
Mija trochę czasu zanim jesteśmy na miejscu. Jest ciemno i zrobiło się chłodniej ale przyjemnie.
- No, dobra. To ja pójdę po chłopaków - proponuję a Viento kiwa głową.
Odbiegam do jaskini i tam znajduję Tadashiego grzebiącego coś przy kamieniach oraz Azazela leżącego na ziemi.
- Chłopaki, żarełko na zewnątrz. Idziecie? - zawiadamiam.
- Z twoim jadem? Nie dzięki - burczy Aza. Przewracam oczami i wzdycham.
- Dashi?
- Tak, dzięki. Już idę - mówi z uśmiechem i po chwili wychodzi z jaskini.
- A ty? E, królewicz. Idziesz czy nie? - pytam złośliwie Azazela, robiąc dwa kroki w jego stronę.
Azazel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz