niedziela, 8 lutego 2015

Od Tadashiego : Chusta

Zajęczaki rzeczywiście nie są najgorszym posiłkiem. Złapaliśmy ich pięć. Co prawda Aza mógł sobie oszczędzić spalania swoich na skwarkę, ale to jego gust, więc nie wbiję mu do głowy zdrowszego żywienia. Z pełnymi żołądkami i zdecydowanie lepszym nastrojem ruszyliśmy dalej.
Pogoda była dość znośna, choć po półgodzinie zaczął doskwierać mi upał. Całe szczęście ścieżka prowadziła dalej przez las. Z ulgą poczułem na pysku chłód jaki dawały rozedrgane cienie listowia. Do naszysz uszu doszedł śpiew ptaków.
- Co ty tak ucichłeś? Mam się martwić? - rzucił Azazel.
- Ciiiiicho. Chłonę piękno lasu... - zmrużyłem oczy.
- Wyglądałby o wiele ładniej gdyby stał w płomieniach.
- Aza!
- No co? Na mój gust jest tu po prostu za ładnie...
Nagle nawiedziła mnie jakaś wizja...Mała wadera w przytułku dla szczeniąt pytająca każdego spotkanego wilka czy jest jednym z jej rodziców. Zapowietrzyłem się i odskoczyłem.
- Tadashi! Nic ci nie jest? - zapytał Azazel nieco zmartwiony.
- Ja...ja...miałem wizję...
- Co? Niby czego? Kamyka?
- Nie...jakiejś wadery.
Aza rozejrzał się czujnie.
- Jesteś pewny? W pobliżu nie ma żadnego wilka - powiedział.
- Ale jest to - kiwnąłem głową na leżącą na ziemi chustę. - Musiałem na nią nadepnąć i przywołać wspomnienia jej właścicielki...
Azazel zamilkł na chwilę. Zmartwiło mnie to. Nie znam się na magii tyle co on, a jedyne co wiem o swoim żywiole, to fakt, że jest niebezpieczny i wymaga od właściciela niesamowitej dokładności.
- Coś ze mną nie tak, prawda? - nie było to pytanie. Raczej stwierdzenie.
- Martwi mnie, że jeszcze nad tym nie panujesz - odpowiedział w końcu basior. - Nie możesz ,,odlatywać" w połowie kroku, bo kiedyś się to źle skończy. Na razie i tak nic z tym nie zrobimy. Proponuję więc żebyśmy ruszyli śladem właścicielki chusty i zwrócili jej własność.
Przyznałem bratu rację. Już się schyliłem aby wziąć w zęby arafatkę kiedy nagle ktoś krzyknął:
- ANI MI SIĘ WAŻ!
Oboje aż podskoczyliśmy z zaskoczenia. Spomiędzy drzew wyleciała jakaś wilczyca. Serce szybciej mi zabiło kiedy rozpoznałem jej pysk.
To ona! Wadera z mojej wizji! - pomyślałem.
- Co tak stoicie?! - warknęła nieznajoma. - Oddaj mi to!
- Sokojnie! - zaczął Aza. - Nie jesteśmy złodziejami.
Wziął chustę i rzucił w kierunku właścicielki. Materiał opadł powoli przed nos wadery.

Sher? Tylko pamiętaj, że Azazel jest ognioodporny ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz