Viento zabrał mnie na obchód, jednak za nim oddaliliśmy się wystarczająco, usłyszałem niezbyt mile zapowiadającą się rozmowę Sher z innym wilkiem. Ciekawe tylko o co poszło? Kiedy więc Viento zamilkł przy temacie jego pochodzenia uznałem, że dobrze będzie zmienić temat właśnie na członków watahy.
- Ok, am, mam prośbę - powiedziałem z delikatnym uśmiechem.
- Wal - odparł Viento.
- Opowiesz mi o członkach watahy? Wiesz, żebym nie palnął czegoś przy jakiejś ciekawej osóbce - zaśmiałem się. Viento spojrzał na mnie.
- Mówisz o Sher? No tak, z nią musisz uważać.
- Nie... znaczy, wydaje mi się że z nią się dogadam. Tylko resztę jakbyś mógł mi jakoś streścić.
- Ach, okey. No to tak... Oprócz mnie i Sher jest jeszcze Azazel, Tadashi i Mary. Azazel jest trudny jeśli chodzi o kontakty, ale jak z nim nie zadrzesz, to będzie ok. Po prostu uzna, że nie jesteś godzien jego uwagi - zażartował Alfa. Uśmiechnąłem się trochę nieprzytomnie.
- Czy to znaczy, że Sher z nim zadarła? - zapytałem, niekoniecznie świadomie, że zrobiłem to na głos. Zorientowałem się dopiero, kiedy Viento i odpowiedział.
- Nie wiem co między nimi zaszło, ale poznałem Chochlika w dzień po tym, jak ona spotkała Azę i Tadashiego, bo są braćmi tak w ogóle. I już wtedy nie pałała do nich uwielbieniem. Ale jak może zauważyłeś, Dashiego zaakceptowała, może nawet polubiła, ale jeśli chodzi o jego brata... No cóż, przynajmniej jedna sprzeczka dziennie, inaczej dzień jest zmarnowany. - Wilk uśmiechnął się trochę, ale zapatrzony był w swoje łapy. - Ale w zasadzie miało być o czymś innym. O Azie już się wyraziłem, więc teraz Tadashi. Aha, wspomnę tylko, że Aza ma jako żywioł ogień więc uważaj. Chociaż ty jako wodna duszyczka... A, zobaczymy. Wracając do białego z braci, Dashi jest raczej spokojny choć rozgadany i zabawny. Ale nie tak problematyczny jak jego brat. Jest naprawdę dobrym wilkiem. A jego żywiołem jest czas. Ma specyficzną umiejętność, więc nie złość się na niego kiedy zacznie wygadywać kawałki z twojej przeszłość, bo on nie ma nad tym kontroli. Mary... Jest cięta na wszystkich i wszystko. Raczej samotniczka ale zobaczymy jak to z nią będzie. Jej żywioły są związane z naturą. No, to wszyscy - zakończył Viento i odetchnął głęboko jakby stwierdził, że powiedział bardzo dużo, zbyt dużo. No cóż, każdy ma swoje dziwactwa.
- Ok, no zbyt dużo nas nie ma, ale może to się niedługo zmieni. - Uśmiechnąłem się szeroko, podziękowałem Alfie za oprowadzenie i spytałem, czy wracamy. On odparł, ze jeszcze pospaceruje, ja natomiast postanowiłem wrócić do watahy. Miałem nadzieję pogadać z Sher. Jednak kiedy dotarłem do Błędnej Ścieżki, bo postanowiłem głupi iść na skróty, a przynajmniej tak mi się wydawało, spotkałem nieszczęśliwie Azazela. Siedział na trawie i gapił się na swoje łapy. Zrobiłem kilka kroków w jego stronę, aż mnie wyczuł i uniósł łeb. Zmrużył oczy, kiedy ogarnął że to ja, a potem po prostu się na mnie gapił.
- Co ty tu robisz? - zapytał niezbyt przyjemnym tonem. Uniosłem brew w rozdrażnieniu i postawiłem jeszcze kilka kroków, aż byłem tylko pół metra od Azazela.
- Wracam nad wodospad. A ty, smutasie? - Uśmiechnąłem się krzywo. Lecz kiedy odpowiedzi nie otrzymałem, przeszedłem obok wilka i ruszyłem dalej. Jednak nie zrobiłem pięciu kroków kiedy Aza powiedział:
- Czekaj.
Azazel? Poważna męska rozmowa? XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz