- I jak ty to robisz?
- Wystarczy, że czegoś dotknę...Ale spokojnie! Panuję nad tym - powiedziałem z uśmiechem gdy wadera odsunęła się o krok.
- Ale...ty widziałeś...to, zanim się spotkaliśmy. Bo przecież później wcale mnie nie dotknąłeś - zauważyła wilczyca.
- To przez twoją apaszkę. Musiało zostać na niej coś twojego, chociażby włos. Nadepnąłem na nią i...tadaa! - uśmiechnąłem się blado i skupiłem na marszu.
Wadera przez parę minut siedziała cicho. Po chwili zapytała:
- Mogę mówić na ciebie Dashi?
Spojrzałem na nią pytająco.
- Lepiej nie pytaj - odparła wadera, po czym skrzywiła się i znowu warknęła coś do Drew, czy jak tam nazwała swoją "towarzyszkę".
- Pewnie - odpowiedziałem. - Nie przeszkadza mi to. I o ile dobrze pamiętam to jeszcze się nam nie przedstawiłaś.
Wilczyca wzruszyła ramionami jakby mówiła ,,A co mi szkodzi" i odpowiedziała:
- Sherany. Ale jeśli któryś z was się tak do mnie odezwie to ukatrupię!
Aza parsknął coś pod nosem. Zignorowałem go.
- To jak w takim razie mam się do ciebie zwracać? Cenię sobie swoje życie - odparłem z lekkim uśmiechem.
- Sher. Albo Chochlik.
- To drugie przezwisko chyba rozumiem...
Sher parsknęła śmiechem. Szczerze, to wcale nie była taka zła jak mi się wydawało.
W końcu dotarliśmy z powrotem do wodospadu. Ostatnie promienie słońca mieniły się w wodzie niczym rozedrgane płomyki. Na brzegu siedział niebieski wilk...
Zachłysnąłem się powietrzem.
- Aza! To ten wilk z mojej wizji!
Azazel i Sher spojrzeli na mnie równocześnie.
- W jakiej wizji? - rzucił Azazel.
- Wodospad! Widziałem jego przeszłość i dam głowę, że widziałem moment założenia tej całej watahy! Haha! Wiedziałem! - powiedziałem tryumfalnie i podbiegłem do wilka by się przywitać.
Sher? Viento?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz