- Dasz radę iść? - spytał.
- Tia... - usiadłem i pomasowałem się po pysku. Spojrzałem na szczyt wodospadu, za którym znikła tajemnicza wilczyca. - To co teraz?
- Na pewno nie będziemy się użerać z tą jędzą. Mam jej powyżej uszu.
- Przyjście tutaj nie było dobrym pomysłem - stęknąłem próbując wyprostować łapy. - Watahy też tu nie ma...prawdopodobnie.
- Nawet jeśli jest, to nie zniosę więcej takich jak ona - Aza ruszył ścieżką na zachód. - Idziemy Tadashi.
Ostatni raz spojrzałem na wodospad. Przed oczami przeminęła mi przeszłość tego miejsca. Wydawało mi się, że widziałem w tej wizji jakiegoś niebieskiego basiora. Utrwaliłem ją w pamięci. Czułem, że będziemy musieli tu wrócić.
- Tadashi, rusz ten zad! - krzyknął Azazel patrząc dalej przed siebie w zachodzące słońce. - Zaraz będzie noc!
Mruknąłem tylko coś niezrozumiałego. Nieznacznie przyspieszyłem kroku. Nagle Azazel obejrzał się i zesztywniał. Już myślałem, że znowu się na mnie wydrze, ale basior patrzył w jakiś punkt za mną. Zatrzymałem się i spojrzałem w tył.
- No ja nie wierzę - skomentował Az i podszedł do mnie.
Biegła do nas ta sama wadera, którą spotkaliśmy pod wodospadem.
- Czego chcesz? - warknął Azazel kiedy do nas dotarła. - Mało ci?
- Aza, spokojnie - powiedziałem. Zmierzyłem jednak przybyszkę równie podejrzanym spojrzeniem. Unikałem jednak kontaktu wzrokowego z obawy, że znowu mnie sparaliżuje.
Wadera usiadła i podniosła łapę na znak, że musi odetchnąć. W końcu odpowiedziała:
- Szukam was już dwie godziny...
- Co? Stęskniłaś się? - rzucił Aza. Nadepnąłem mu na łapę. Skinąłem głową wilczycy aby dokończyła.
Sher? Czekamy na wyjaśnienia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz