No, to teraz chyba proste, co zrobię? Jassssssssne, że skoczę z wodospadu! Tak więc sprawdzam czy nikogo tam na dole nie ma, ale jest pusto. Tadashi i Azazel, czy też jak postanowiłam ich nazywać, Dashi i Zel, widocznie sobie już poszli. Mniejsza o to.
Odchodzę trzy kroki do tyłu, schylam się jak na polowaniu, wywalam jęzor na wierzch i rozpędzam się. Skok. Wydzieram się jak zwykle, bo znów płonę adrenaliną. Chcę więcej, nie chcę nic innego, bo płonę...
Wpadam do lodowatej wody. Ona mnie uspakaja, uśmierza żar. Wypływam na powierzchnię i biorę głęboki wdech. Śmieje się cicho... Znaczy, jak na mnie cicho i wychodzę z wody. Staję na ziemi i oczywiście, nic nie widzę.Grzywka jest zbyt mokra.
- Wszystko w porządku? - słyszę głos tuż przy uchu. Już zaczynam się palić, że to Zel i Dashi ale gdy podnoszę grzywkę, widzę zupełnie inny pysk, nieznajomy. Toteż uśmiecham się szeroko, robię krok w bok i otrzepuję futro.
- Jasssssssssssssne, że w porządku! Ten wodospad jest najlepszy do skakania. Próbowałeś?
- Nie... - mówi. - Jeszcze - dodaje po chwili widząc moją minę. Zerkam na niego szybko.
- Skąd się tu wziąłeś? Jest tu jakaś wataha czy coś? Bo wczoraj spotkałam takich dwóch pacanów, znaczy mi się tacy wydali, i oni się właśnie też pytali czy jest tu jakaś wataha, ale nie wiem i sobie poszli. - wyjaśniam szybko, na jednym wdechu dlatego teraz szybko wciągam powietrze do płuc.
- Aha - mówi po chwili. Patrzy na mnie, widać że wydaję mu się dziwna. Ale... komu się taka nie wydaję?! - No, ekhem, tak jest wataha. Wataha Szafirowego Wodospadu. Z tym że... No, na razie jestem tylko ja, bo dopiero co ją zakładam także jakbyś chciała dołączyć...
- Ten wodospad należy do terenów? - przerywam mu.
- Tak, należy. Ten i jeszcze jeden, większy. Ale nikt wcześniej z niego nie skakał więc...
- Więc będę pierwsza. Ok, w takim razie mogę dołączyć. Jestem Sherany, ale mów mi Sher lub Chochlik. Może kiedyś ci wyjaśnię, dlaczego można też Erany - śmieję się.
- Serio? To witaj w Watasze Szafirowego Wodospadu! Jestem Viento.
- Dzienki - śmieję się, a on na to słowo, które nie jest zbytnio... poprawne podnosi brew do góry na co ja odpowiadam tylko uśmiechem.
- A, wspominałaś coś o dwóch podróżujących wilkach... Mam prośbę, mogłabyś ich odszukać i przyprowadzić lub po prostu zapytać czy by się nie przyłączyli?
- Eh, skoro chcesz... Dobra, ale muszę wtedy mieć miejscówkę daleko od nich.
- Możesz spać na górze, jak dzisiaj, nie? - proponuje Viento.
- O! I to jest pomysł! Dzięki! - cieszę się i szczerzę. Szturcham Vienta po przyjacielsku w bark ,a potem odbiegam po ścieżce, żeby znaleźć Tadashiego i Azazela.
Chłopaki? Znajdę was ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz