wtorek, 10 lutego 2015

od Mary(CD. Vienta)

Otworzyłam oczy obudzona cichym szelestem. Mój wzrok napotkał na swej drodze jakiś obiekcik. Po chwili domyśliłam się iż musi to być tak zwana łapa. Powiodłam wzrokiem w prawo i zarejestrowałam jeszcze trzy łapy. Ziewnęłam. Podniosłam wzrok na właściciela kończyn.
 Okazał się nim czarno-biało-szary basior,a przynajmniej tak mi się zdawało bo trochu ciemno było i nie jestem pewna czy przypadkiem to szare to tak naprawdę  niebieskie nie było.
-Dobry wieczór-przywitałam się.
-Dobry w rzeczy samej-odparł.
Uśmiechnęłam się, stałam i przeciągnęłam. Spojrzałam na niebo. Aż zagwizdałam z podziwem.
-Ładniejsze niż wczoraj-zerknęłam na basiora-Długo nade mną sterczałeś?
-Chwilkę-odpowiedział prawie ze od razu.
-Chrapię?-przekrzywiłam głowę.
Ten zamrugał zaskoczony.
-Nic nie słyszałem.
-Czyli kuracja działa-stwierdziłam.
Przez chwilę udawałam zamyślenie wpatrując się pieniącą się na kamieniach wodę. W mojej głowie była pustka. Takiej pustki pozazdrościli by mi filozofowie, mędrcy i wszelka istota usiłująca osiągnąć coś wielkiego. Wiadomym wszak jest, że jak posiedzieć trochę z pustym łbem to po ponownym uruchomieniu myślenia do głowy wpadają niesamowite pomysły. Dla mnie takie wyłączenie się jest banalne, bo tak w zasadzie to i tak nie za wiele w głowie mam, więc nie wiele trzeba schować by pustkę takową osiągnąć.
 Spojrzałam na basiora.
-Ach, gdzie moje maniery!-zawołałam choć w zasadzie manier to ja raczej nie mam zbyt dobrych-Mary, do usług.
-Viento.
-Szacun-powiedziałam z udanym podziwem-Rodzice pewnie poeci, co?
-Obawiam się, że nie rozumiem-teraz to on przekrzywił głowę.
-No bo imię za znaczeniem, prawda?
-Noo...
-Ja w prawdzie nie pamiętam tłumaczenia, ale skądś kojarzę.
-Wiatr-mruknął.
Przyszła moja kolej by zamrugała.
-W sensie, że...szybki jesteś?
Viento westchnął wyraźnie już znudzony i lekko poirytowany rozmową. Ja po prostu nie mogłam się nie uśmiechnąć. W ten sam sposób co prawie zawsze...szelmowsko, złośliwie i kpiąco. Kilku moich znajomych uznało go nawet za przerażający, ale to już były wyjątkowe wypłosze.
-Twoja ziemia jak zgaduję-powiedziałam.
-Tak jakby-odparł wyraźnie zadowolony ze zmiany tematu.
-Ładnie tu-pokiwałam głową błądząc wzrokiem po otoczeniu-W takim razie życzę...em...czegoś pozytywnego?-wzruszyłam ramionami po czym wyminęłam go i ruszyłam w kierunku południowym.

Wiej wietrze wiej! Znaczy...Viento?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz