~~ Tak, tak. Biały może mieć racje. Fajnie by było co? Taka nienawiść przeradzająca się w miłość... Tak, trzymam za was kciuki!
~~ Daruj sobie. Moją jedyną miłością jest ironia, wodospady i...~~ przerywam przerażona tą myślą.
~~ No, dokończ!
~~ O cholercia! Ogień!
No nie! Bez jaj. Czyli że to niby dlatego nie zabiłam Azy? Bo tak bardzo lubię ogień a on jest praktycznie nim... wypełniony? O rany! Myśląc o tym, prawie zapominam o obecność białego wilka kulącego się koło mnie ze strachu przed moją reakcją na jego słowa. To śmieszne! Jestem o pół głowy niższa od niego, zdecydowanie chudsza... Nie mówię, że Dashi jest gruby, to ja jestem sucha jak kostka. A to on tak się mnie boi! Ha! Nieźle. Gdyby tak jeszcze jedna osoba miała do mnie takie same odczucia...
- Zazdrosny mówisz? Wątpię. On mnie ledwie znosi. Z resztą, z wzajemnością - odpowiadam kręcąc lekko głową. - Ale wiesz... Może on po prostu nie znosi jak ktoś się z nim spiera. Znaczy, nie zgadza się z tym, co on sam mówi. Nie uważasz?
- Tia... - mruczy niezbyt przekonany do mojej teorii Tadashi. Wywracam oczami i staję na równe łapy. Tadashi spogląda na mnie niepewnie i również się podnosi.
- Gdzie idziesz? - pyta, kiedy robię dwa kroki w stronę lasu.
- Na... śniadanie. - Uśmiecham się szeroko. A jednak coś może naprawić mój humor i wyraźnie tym czymś jest Tadashi. Dashi, szykuj się na to, że tak już zostanie!, myślę ze śmiechem.
- A nie na polowanie? Co niby? Znalazłaś czyjąś spiżarnie? - dopytuje z uniesioną brwią biały wilk.
- Nie. Ale jak pytasz, to powiem ci, że ja w zasadzie jestem taką chodząca spiżarnią. - Szczerzę się i robię kolejne kilka kroków.
- Fuuuuuuuuuuj! Zamierzasz mi wyrzygać żarcie do pyska?! - Tadashi z obrzydzeniem podnosi jedną łapę i krzywi się okropnie.
Wybucham śmiechem na chwilę, a potem trochę się opanowuję.
- Nie głupku! Ale jak chcesz, to mogę ci pokazać mój specjalny sposób na szybkie śniadanko, czy co tam się umyśli.
- Aaaaaa... Ok. - Dashi wzrusza ramionami i truchtamy do lasu.
Tam odstawiam taki sam pokaz jak przy Vienciaku, tyle że tym razem sama podchodzę do sarny i po prostu jej dotykam. Po minucie mięsko jest gotowe do spożycia.
- No na co czekasz? Chodź tu bo wystygnie! - krzyczę do schowanego za krzakiem białego wilka. Kiedy on się wychyla widzę jego pełną zdziwienia i zafascynowania minę. Uśmiecham się szelmowsko i zatapiam kiełki w podbrzuszu nieszczęsnej sarniny. Po minucie dołącza do mnie biały wilk i razem pałaszujemy mięsko.
Jakiś czas potem wracamy uśmiechnięci i rozbawieni jakimś głupstwem Tadashiego. I wszystko byłoby po staremu gdyby nie widok Vienta i jakiegoś innego białego wilka. Spoglądam na mojego kumpla ale on jest równie zaskoczony co ja.
- Idziemy? - pytam, wskazując łapą nowego. Tadashi potwierdza kiwnięciem, więc podchodzimy do białego i Vienta.
- O, a to są właśnie Sher i Tadashi - mówi Viento z uśmiechem. - To jest Rei, nasz nowy członek watahy.
- Siemasz Rei, jestem Sher. Ewentualnie Chochlik. - Uśmiecham się szelmowsko.
- Hej. - Wyciąga łapę. Zerkam na Viento pytając niemo czy nowy wie o moich zdolnościach. Jednak Alfa zaprzecza ruchem głowy. Wracam wzrokiem do nowego.
- Rei, ja nie... Nie mogę nikogo dotykać. Absolutnie, za żadne skarby nie znajduj się w moim polu ruchu nie uprzedzając mnie o tym wcześniej, ok? Chyba że zechcesz popełnić samobójstwo. - Szczerzę się ponownie i odchodzę w wypalone przeze mnie wcześniej miejsce. Padam na trawę z głośnym łupnięciem. Dashi jeszcze chwilę gada z Alfą i Reiem, po czym przydreptuje do mnie i znów się kładzie, jak wcześniej. Nawet gapi się tak samo.
- Co znowu? - pytam, podnosząc głowę z łap.
- Nic, tak tylko się zastanawiam...
- Nad? - Unoszę brwi do góry wyczekująco.
Tadashi, myślicielu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz