poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Tadashiego ( CD. Sherany ) : Cisza przed burzą

- Nad sensem życia - palnąłem sarkastycznie.
- Ej, co to niby miało być? - Sher udała teatralnie oburzenie wywołując u mnie napad śmiechu.
- Głupie pytanie i głupia odpowiedź - uśmiechnąłem się szelmowsko. - A tak na serio to zastanawiam się co robi Aza.
- Proszę cię! Od rozmów na jego temat mnie mdli, a dopiero co zjadłam porządne śniadanie - odpowiedziała wadera.
I właśnie wtedy niespodziewanie dosiadł się do nas - niestety - Azazel...i Chris?!
- Wzywałaś księżniczko? - powiedział złośliwie.
- Cześć Chochliku - rzucił przyjacielsko Chris i usiadł obok mnie. - Ty jesteś Tadashi, prawda?
- We własnej osobie! - odparłem i uśmiechnąłem się szczerze do Chrisa. Do Azy już mniej. - Co to, poprawił ci się humor?
- A wiesz, że nawet bardzo? - basior uśmiechnął się kpiąco. - Spotkałem w lesie Chrisa. Pogadaliśmy i muszę ci przyznać rację, Sher, że to całkiem spoko gość - tu Aza popełnił prawdopodobnie kolejny życiowy błąd.
Szturchnął łapą Sher przyjacielsko w bark.
Powieka wadery zaczęła niebezpiecznie drgać. Chris to zauważył i przestał się uśmiechać, podobnie jak ja. Azazel natomiast uśmiechał się bezczelnie. Pewny, że wilczyca znowu wybuchnie rzuciłem szybko do brata:
- Az, mogę cię prosić na słówko?
- Naturalnie braciszku - odpowiedział i ruszyliśmy w kierunku drzew.
Gdy odeszliśmy na tyle daleko, że pod wodospadem nie mogli nas usłyszeć wypaliłem wkurzony:
- Zwariowałeś?! Od rana próbuję poprawić jej humor, a ty wszystko psujesz!
- A od kiedy to jej humor jest ważniejszy od mojego? - Aza dalej uśmiechał się bezczelnie.
- Odkąd stałeś się egoistycznym tępakiem dbającym o własny zad!
- Lepiej to odszczekaj - warknął basior.
- Bo niby co?
- Bo nie jestem pewny co do twojej odporności na ogień...
- A proszę bardzo! Ciekawe czy zdążysz mi przypalić chociaż czubek ogona!
Aza położył uszy po sobie i zaczął warczeć. Odpowiedziałem tym samym. Tym razem nie będę przed nim podkulać ogona. Może i jestem młodszy i generalnie słabszy, ale i tak nie będę mu znowu ulegać.
Basior jednak nie zaatakował. Dalej mierzył mnie wzrokiem godnym bazyliszka, ale nie warczał już.
- Dobrze. Niech ci będzie - odpowiedział w końcu. - Lepiej do nich wracajmy, bo jeszcze zaczną nas szukać.
Ruszyłem więc za nim, nadal nabuzowany podobnie jak i on. Gdy wyszliśmy spomiędzy drzew Chris i Sher wyglądali na zaskoczonych naszą postawą. Usiedliśmy naprzeciwko siebie.
- Coś się stało? Dashi? Zel? - spytała wadera.
- Wszystko w porządku - odparłem, ale śmiertelny aczkolwiek udawany spokój na pewno nie przekonał ani jej, ani Chrisa.

Sher? Chris? Kolejna kłótnia może nastąpić nie z tej strony, z której się spodziewaliśmy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz