sobota, 21 lutego 2015

Od Vienta

Tego dnia obudziłem się dość wcześnie.Słońce było ledwie widoczne ,jedynie żółto -pomarańczowa poświata na niebie wskazywała na to ,iż zaczął się nowy dzień.Pierwszym co zrobiłem była chłodna ,,kąpiel " w rzece.Później udałem się na polowanie.Niestety zamiast obfitego śniadania ,na który idealnie składałby się tłuściutki jeleń ,trafił mi się zwykły zając. Po niezbyt sytym posiłku powróciłem do jaskini.Zacząłem uporządkowywać sobie w głowie wydarzenia ostatniego tygodnia.Byłem tak pochłonięty myśleniem ,że aż w końcu zasnąłem.

Obudził mnie czyjś głos.
- Ekhem ,Viento ? Możesz na chwilę ?Sorry ,że tak wcześnie ,ale tak się składa ,że...Takie sprawy powinny być załatwiane od razu.
Wstałem i przeciągnąłem się.Szeroko ziewając wyszedłem z jaskini.Moim oczom ukazała się Sherany.
- Cześć Sher.O jakich sprawach mó...-dopiero teraz zauważyłem basiora stojącego obok niej. Domyśliłem się ,iż wilk ,którego przyprowadziła mi wadera chciałby dołączyć do naszej watahy -Aha.No tak ,fakt.To nie powinno czekać.Witam ,jestem Viento.Alfa Watahy Szafirowego Wodospadu.
- Siemaszka. Jestem Chris.Przyszedłem ,bo usłyszałem od tej tu małej wkurzającej -wskazał Sher - Że jest tu wataha ,no i chciałbym dołączyć.
- Pewnie ,zaraz ci wszystko pokażę -powiedziałem i zabrałem wilka na krótką wycieczkę rozeznawczą po terenach watahy.W tym samym czasie wypytałem go również o jego dotychczasowe życie.
-  A więc...mówisz ,że pochodzisz z watahy...jak ona się zwała ?
- Wolfs From The Water Forest -przypomniał basior.
Próbowałem jakoś nawiązać rozmowę z nowym członkiem watahy ,jednak nie udało mi się sklecić żadnego sensownego pytania.W dzieciństwie byłem odizolowany od rówieśników i nie byłem przyzwyczajony do nawiązywania nowych kontaktów.Poza tym nie lubiłem zbyt dużo mówić ,tym bardziej o sobie ,a temat mojej rodziny i pochodzenia był dla mnie bardzo drażliwy.
- Hmmm...a ty ? Skąd ty pochodzisz ?
No właśnie...Skąd ja pochodzę ? Ze wschodu...odpowiedź automatycznie pojawiła się w myślach ,jednak trudno mi było je wypowiedzieć.W końcu wziąłem głęboki wdech i powiedziałem :
- Ze...wschodu -przełknąłem ślinę -Mieszkałem...Wataha znajdowała się..- I chyba nadal znajduje - na górzystym terenie...I w ogóle niczego nam nie brakowało.
- To dlaczego teraz tam nie jesteś ? Zaatakowali was czy coś ?
- Nie...sam odszedłem.Postanowiłem się usamodzielnić i założyć watahę -wszystko co powiedziałem było prawdą.Nie była to jednak całkowita prawda...No ,ale cóż..prawda to prawda.


Chris ?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz